„Królowa dram” sanah | Kiedyś rum, teraz szampan

W ubiegłym roku pojawiła się nagle i właściwie po kilku intensywnych miesiącach, dobiła się do grona popowych artystów, którzy znajdują się obecnie na szczycie na polskiej scenie muzycznej. Ciężko uwierzyć, że Królowa dram to jej debiutancki album, bardzo spójny, pełen przebojów i niepowtarzalnego uroku.

Najpierw ta dama piła rum, a teraz od stycznie nieustannie polewa Szampana. Osobiście za nim nie przepadam (bez względu na to, czy myślicie o trunku czy piosence artystki), ale to właśnie od jego premiery, mam wrażenie, że (w przypadku sanah) jeden sukces goni kolejny. Najpierw wielomilionowe przyjęcie jej piosenek, któremu towarzyszyły przede wszystkim zachwyty. Potem bardzo duży sukces radiowy. Do tego trzy nominacje do Fryderyków. Teraz debiut na pierwszym miejscu na liście najlepiej sprzedających się albumów w Polsce. Pisząc o ubiegłorocznej EP-ce artystki ja na imię niewidzialna mam, wspominałem o jakościowym popie, oryginalności, wielkim uroku i charakterności samej sanah. Nie spodziewałem się jednak, że jej popularność wybuchnie aż tak szybko. Niewidzialna stała się widzialną. Teraz mówi, że na drugie ma Królowa dram.

Ten komentarz na YouTubie pod Vertical Video do piosenki Sama to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przeczytacie w kontekście muzyki sanah. Ale byłbym kłamcą, gdybym nie powiedział, że uważam podobnie.

Na debiutanckim albumie sanah najbardziej lubię te nieco bardziej zadziorne momenty. Wtedy mam wrażenie, że ta tytułowa Królowa dram ma faktycznie sens. Na piedestale stoi tutaj przede wszystkim niespodziewana, szczególnie biorąc pod uwagę poprzednie piosenki artystki, trapowa Sama, zdecydowanie najciekawsza na albumie. Niedaleko niej jest poprzedzające ją 2/10 ze świetnie wyprodukowanym, bardzo świeżym refrenem. Piosenka o chłopcu o lisich oczach, o którym sanah wiedziała, że to prostak i cham. „Hola hola stop!” – to jeszcze nie koniec zadziorności. Są też Łezki Me. W zwrotkach ballada, w refrenach bujająca eksplozja łezek. Do tej trójki dorzucę jeszcze To ja a nie inna, w którym sanah brzmi trochę jak polska Camilla Cabello (tylko fajniejsza), ale też Siebie zapytasz oraz (pomimo upływu czasu wciąż porywające) Proszę Pana (razem z genialnym wstępem Proszę), które usłyszeliśmy na EP-ce artystki.

Co dalej? Uwielbiam refren tytułowego singla, choć szczerze po Królowej dram spodziewałem się nieco więcej… dramy. Trochę nijako na tle całości wypada piosenka Oto cała ja, choć niepozbawiona fajnego, nowoczesnego brzmienia. Zachwycam się za to melancholią zamkniętej w przecudownie smutnej Melodii, ale też w zamykającym wersję podstawową albumu utworze Piękno tej niechcianej. Próbuję się ciągle przekonać do Szampana i powoli misja ta zaczyna przynosić sukcesy, ale ten wielki szał na niego jakoś zupełnie mnie ominął. Nieprzeciętna radiówka, ale zaryzykowałbym stwierdzenie, że na Królowej Dram wielki Szampan jest tym najsłabszym. Więc jeżeli ktoś wylewał namiętnie trunek razem z sanah, na jej debiutanckim albumie znajdzie już w ogóle same porywające dobroci.

Na wersji rozszerzonej usłyszymy dodatkowo wszystkie wcześniejsze piosenki sanah, które nie zmieściły się na wersji podstawowej. A tam chociażby wspaniałe Koronki czy poruszające Idź.

Królowa Dram to album napakowany przebojami, które najprawdopodobniej w najbliższym czasie będą wojować na polskich listach przebojów, a sanah nie przestanie odhaczać ani przez moment kolejnych sukcesów. Nic dziwnego, że Polacy ją pokochali. Tak jak na debiutanckiej EP-ce, na pierwszym albumie artystki nie brakuje autentyczności. Wszystkie jej łezki zamknięte na płycie zdają się szczere. Nie brakuje też świeżości oraz jakości. I są jeszcze teksty, łączące poetyckość i nowoczesność. To chyba one kradną na tym albumie najbardziej nasze serducha. Moje bije nieco mocniej do EP-ki, ale debiutancki album depcze jej po piętach.



Polub bloga na Facebooku