Kim jestem?

Hejka! Mam na imię Paweł, a widniejący przy moim nazwisku rocznik ‘96 nieubłaganie przypomina o zbliżającej się dorosłości. Wyobraźcie sobie takiego wielkiego potwora, pomieszanie Godzilli z T-Rexem z Parku Jurajskiego, czyhającego na mnie za rogiem każdego najbliższego budynku. Czy coś w tym stylu, nigdy nie byłem dobry w filmowych monstrach. Ale tak to mniej więcej na razie widzę.

Najpierw dwa lata uczyłem się bezskutecznie grać na keyboardzie (chociaż kolędy wychodziły mi jak nic innego na tym sprzęcie), a potem ponad siedem lat trenowałem sportowo taniec towarzyszki. Gdzieś w międzyczasie znikąd kiełkowało we mnie zainteresowanie kulturą. Tylko co z tego mogło wyniknąć, kiedy Paweł wychowuje się na disco polo i doskonale się bawi przy „bim bam bom, bimbaj razem z nami”, hitem jego dzieciństwa jest Asereje, a szczytem marzeń występ na dziecięcej Eurowizji, znając na pamięć całą choreografię Marii Isabell. Rodziły się kolejne blogi, potem dziennikarskie marzenia, w końcu studia kulturoznawcze w Krakowie, aż po filmoznawstwo i media społecznościowe w zarządzaniu, które z zacięciem studiuję. Każde kolejne „aha ehe” z hitu Las Ketchup, przetańczona samba na turniejowych parkietach, poznana osoba w grodzie Kraka, składały się na życiowe miejsce, w którym teraz się znajduję. Na zasadzie: trochę wiem, a trochę nie wiem. Więcej marzę, mam sporo zapału, staram się coś działać, ale też się bardzo boję. Technikolorowy to taki efekt mojego wakacyjnego blogerskiego resetu i przede wszystkim próba stworzenia kolorowego internetowego światka, który będzie ucieczką od szarej rzeczywistości, w której nieśmiałość i niepewność staram się kamuflować uśmiechem.

technikolorowy – przesycony, przejaskrawiony

Kocham Xaviera Dolana, bo jako pierwszy dostarczył mi w kinie to, czego jeszcze w gimnazjum nie byłem w stanie nazwać. To był wizualny orgazm połączony z muzycznym upojeniem, którego chyba nigdy wcześniej nie poczułem. Kocham Małgorzatę Szumowską, bo jej filmy bywają bardzo bezpośrednie, i właściwie za każdym razem zasiadam do jej obrazu z wielkim znakiem zapytania, i nigdy nie wiem, czy ten seans będzie tym samym seansem, który odbyłem wcześniej. A nowe filmy przyjmuję zaś ze strachem i wieczną myślą „dokąd zmierzasz Małgorzato”. Kocham Banks – jej sensualność, tajemniczość, lekki mrok roztaczany przez jej muzykę. Lubię to, co dzięki jej muzyce czuję, a jest to czucie nadzwyczaj intensywne. Dla odmiany, kocham też Britney Spears, bo jak tu jej nie kochać. W końcu śpiewała, że „she was born to make us happy”. Kocham serial Friends, bo nic mi tak nie poprawia humoru jak ta szóstka. Poza tym, Paweł doesn’t share food, a Rachel to moja soulmate.

Marzę o podróży do Oslo, by zobaczyć Krzyk Edvarda Muncha. Gdy stykam się ostatnio z szerzeniem jakiejkolwiek nienawiści, wyglądam dokładnie jak ta postać. Serio.