Bloo Crane „Bloo Feelings” | Wytańcz złe emocje

„Jak debiutować, to tylko w dobrym stylu” – najprawdopodobniej pomyśleli Michał i Krzysztof, współtworzący duet Bloo Crane, i – po podpisaniu kontraktu płytowego z Kayaxem – wydali debiutancki album pełen nieprzeciętnego electropopu, którym moglibyśmy się pochwalić na arenie międzynarodowej. Obsypcie się brokatem i rzućcie się w taneczny wir.

Istnie taneczny – na Bloo Feelings nie ma momentów wytchnienia. To album naszpikowany przebojowym electropopem (a że nie lubimy gatunkowych szufladek, warto dodać, że zespół niejednokrotnie je przełamuje). Co ważne, duetowi udaje się utrzymać spójność i pokazać jednocześnie brzmieniową różnorodność, a dobre elektroniczne piosenki przeplatają się z prawdziwymi porywającymi bangerami. Wśród tych drugich na pierwszy plan wysuwa się przede wszystkim singiel Attention, opowiadający o miłosnym zauroczeniu, który jest jedną z najlepszych tanecznych piosenek, jakie wydarzyły się w ostatnim czasie na polskiej scenie muzycznej. Zresztą, swoim albumem chłopaki wnoszą bardzo dużo jakości do tego rodzaju muzyki na naszym rodzimym gruncie, bo ta – przede wszystkim w mainstreamie, a już szczególnie w takim „mainstreamie mainstreamie” – wciąż pozostawia niekiedy bardzo wiele do życzenia.

Dobrze, że moje zachwyty z początku roku w ramach drugiej części cyklu młodej muzyki nie były bezpodstawne, a zespół swoim debiutanckim albumem dostarcza wszystko, czego sobie życzyłem. Kamień z serca!

Samo otwarcie jest już „huge” – Wings jest mocną dawką elektroniki, która jedynie zwiastuje to, co usłyszymy dalej. Poza Attention, świetnym bangerem jest transowe Fallin, w którego pulsie (ale też chwytliwym refrenie) przepada się od pierwszych uderzeń. A jeżeli już o refrenach mowa, to w kwestii ich przebojowości przoduje porywające The Sound of My Heart. Przy okazji bangerów nie sposób nie wspomnieć też o singlowym Dancing, w którym artyści każą nam wytańczyć „blue feelings away”. I ciężko się temu nakazowi oprzeć. Poza bangerami otrzymujemy jeszcze chwytliwe, nieco spokojniejsze Can We Go Back, zasługujące na bycie kolejnym singlem promującym album (no, może poza Fallin, które jest moim zdecydowanym faworytem na Bloo Feelings), oraz Us i Together – dwie chyba najspokojniejsze muzyczne odsłony duetu, a mimo wszystko wciąż porywające do tańca. Szkoda, że zabrakło tutaj miejsca dla rewelacyjnego Come Closer, które mogłoby zastąpić najsłabsze tutaj Trouble in Paradise. Najsłabsze, ale wciąż niezłe.

A po przejściu przez kolejne piosenki na albumie, warto podkreślić, że każda z nich ma jeden wspólny mianownik – międzynarodowe brzmienie, którego w polskiej muzyce popularnej wciąż jak na lekarstwo. Dlatego też na naszym rodzimym podwórku Bloo Feelings zdaje się brzmieć bardzo świeżo, a czasem nawet „światowo”. Oczywiście, nie zawsze jest idealnie, ale nie musimy oczekiwać od debiutantów od razu perfekcji (choć i takie momenty się tu zdarzają). Doceńmy natomiast za świadomość, za spójność w obranym kierunku i finalny efekt, który jest przynajmniej bardzo dobry.

Jeszcze kiedy Bloo Crane było częścią projektu My Name Is New Kayaxu, przy okazji pierwszych singli pojawiały się uzasadnione skojarzenia z brytyjskim Years&Years. Po albumie Bloo Feelings porównanie wciąż jest aktualne, ale już rozkład sympatii wygląda trochę inaczej. Bo choć Olly i jego muzyczni koledzy są pod wieloma względami ikoniczni w niektórych środowiskach, dla mnie Bloo Crane > Years&Years. I niech to będzie największa rekomendacja z mojej strony. Jeżeli w oczach największych fanów brytyjskiego zespołu zgrzeszyłem, nie żałuję.

Możecie zagłosować na singiel Attention na blogowej liście przebojów!



Polub bloga na Facebooku