„Akweny EP” Magda Kluz | Gitarowa delikatność

Niegdyś połowa intrygującego, elektronicznego duetu SEALS. Kilka miesięcy temu pierwsza artystka ogłoszona w ramach projektu Fonobo Pitcher, odkrywającego młodych i zdolnych twórców. Teraz Magda Kluz w szeregach jednej z najciekawszych polskich wytwórni wydaje swoje debiutanckie wydawnictwo. Przygotujcie się na sporą dawkę piękna i przecudownej wrażliwości.

W jednym z wywiadów, Magda Kluz mówiła, że „artystka” to duże słowo, bo ona tylko śpiewa i pisze piosenki. Uparcie będę jednak nazywał ją „artystką”.

Piękno i wrażliwość to dwie główne cechy, które przychodzą mi na myśl po kolejnych spotkaniach z Akwenami. Skromnymi, pięciopiosenkowymi, ale zupełnie pochłaniającymi. Mnóstwo tutaj subtelności, dziewczyńskiego czaru, niezaprzeczalnego uroku, ale też kameralności, które zapowiadały już zresztą oba single zaprezentowane przez artystkę. Rzeka była trochę niespodziewanym, delikatnym muśnięciem letniego wiatru. Szczególnie dla kogoś, kto nie śledził internetowych poczynań Magdy Kluz, a w pamięci miał to, co w duecie z Wojtkiem Kiełbickim, prezentowała pod szyldem SEALS. Rzeka objawiła szerszej publiczności dziewczynę z gitarą, od której emanuje delikatność, ale też emocjonalność. W tej emocjonalności każdy odnajduje się na swój własny sposób – nic nie jest tutaj narzucone. Narzucony zostaje jedynie porywający rzeczny nurt, który przyjemnie niesie i bardzo trudno się z niego wydostać. Kto by jednak chciał się ratować, skoro to płynięcie dostarcza tylu muzycznych wrażeń?

Kolejne Slow and Quiet okazało się jeszcze delikatniejsze od Rzeki, ale też znacznie cieplejsze. Co więcej, jeszcze lepsze. Wiedziałem więc trochę, czego po zapowiadanych Akwenach mogę się spodziewać i wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione. Okazało się jednak, że Magda Kluz nie zaprezentowała przed premierą wszystkiego „najlepszego”, co miała w zanadrzu. Owo „najlepsze” zostawiła na pochłaniające otwarcie swojego wydawnictwa, a Zimno – numer jeden na trackliście – jest utworem niemal doskonałym. To też rewelacyjne otwarcie, ponieważ klimat, jaki udaje się utworzyć artystce, właściwie od pierwszej frazy „zimno tu i ponuro tu”, jest niesamowity. Pięć sekund i jesteśmy totalnie zanurzeni w Akwenach. Nie inaczej pod względem atmosfery jest w drugim anglojęzycznym utworze na EP-ce My Lake, ale też w Złości, brzmieniowo najbardziej kameralnej spośród wszystkich kameralnych, zamykającej wydawnictwo. Po Złości na moment wynurzamy się z Akwenów, ale szybko chcemy się zanurzyć w nich z powrotem. To pięć rewelacyjnych piosenek, stanowiących kompletną całość. Skromną, ale pod względem jakości bardzo wartościową.  

Choć Rzeka i Slow and Quiet idealnie odnalazły się na tegorocznych, wyjątkowo spokojnych wakacjach, życzyłbym sobie, żeby Akweny zakrólowały w głośnikach również teraz, podczas coraz chłodniejszych jesiennych wieczorów. Jesieniary powinny taką wizję pokochać! Tego też życzę Magdzie Kluz: żeby jej debiutancki solowy materiał znalazł swoją, jak najszerszą, grupę odbiorców, którzy – tak jak ja – przepadną w artystycznej delikatności debiutantki. Nie będzie żadnych negatywnych słów, bo moim skromnym zdaniem, Akweny są po prostu za dobre.

Sam od Akwenów rozpocznę „jesień” w swoich głośnikach.



Polub bloga na Facebooku