„Ufam sobie” Maria Tyszkiewicz | Spójny electro debiut

W swoim pierwszym singlu, wydanym pod szyldem FONOBO Label, Maria Tyszkiewicz śpiewała „ufam sobie / a od innych prawd stronię”, przy okazji kolejnych piosenek pewnie podążając obraną brzmieniową ścieżką. Jej efektem jest debiutancki album – może nieszczególnie rewolucyjny (ale też nie o rewolucję na nim chodziło), będący porywającym romansem z elektroniką oraz nowoczesnym r&b.

Aktorka Teatru Studio Buffo, laureatka popularnego polsatowskiego programu Twoja twarz brzmi znajomo (śmiem powiedzieć, że najlepsza uczestniczka w jego polskiej historii), teraz już pełnoprawna muzyczna debiutantka – Maria Tyszkiewicz, która za sprawą Ufam sobie spełnia swoje artystyczne ambicje oraz marzenia. Nie zamierzam trzymać Was w niepewności. To bardzo udany debiut. W tekstach promocyjnych czytamy, że „dzięki płycie Maria rozwinęła się jako artystka i poprzez osobiste teksty odsłoniła się przed odbiorcami tak jak nigdy dotąd. Poznała też bliżej swoje możliwości oraz samą siebie”. Nic dziwnego. Czuć na tym albumie konsekwencję w budowaniu klimatu, a więc też artystyczną dojrzałość w kreowaniu siebie jako artysty, ale również próbę wytworzenia charakterystycznego brzmienia oraz przede wszystkim spójność, również tę w warstwie lirycznej. Nie przeszkadzają w tym różnorodne współprace, a wśród osób czuwających nad piosenkami na albumie możemy znaleźć chociażby Meek, Oh Why? (wspaniałe Miasto), Rasa z Rasmentalism (świetny singiel Deszcz) czy Wishlake (tytułowe Ufam sobie). Ich owocem – oprócz spełniania swoich artystycznych ambicji oraz realizowania planów – jest nowoczesny album, wpisujący się w nurt jakościowej muzyki „alternatywnopopowej”, której na naszym podwórku (na szczęście) coraz więcej.

Dobrze jest już właściwie od samego początku – otwierające album, premierowe Pod prąd wprowadza nas idealnie w klimat, w którym utrzymany jest cały album. Na nim zdecydowanie najlepsze są (wcześniej wspominane) zadziorny Deszcz oraz genialnie wyprodukowane Miasto, ale też premierowy, wybrany na kolejny singiel Motyl, porywający refrenem (trudno wyrzucić z pamięci słowa „wiekuisty czas ma niewielki wpływ / ile jeszcze lat nam zostało żyć?”), oraz poznane długo przed premierą albumu, najbardziej bujające i najwyrazistsze muzycznie Chodź. Cztery największe zachwyty na Ufam sobie. Miłym zaskoczeniem jest ballada Let Me In, w której gościnnie pojawia się Pierre Danaë, oraz brzmieniowo najpogodniejszy na albumie Świt. Wciąż najciężej dogaduję się z O co chodzi, ale to chyba kwestia zabawy tytułowym pytaniem w refrenach, które lirycznie trochę mnie nie przekonuje. W zwrotkach jest za to bardzo dobrze!

Gdybym miał jakoś krótko scharakteryzować Ufam sobie, oprócz wcześniejszej nowoczesności, powiedziałbym, że jest to od początku do końca bardzo ładnie napisany album, świetnie zaśpiewany, na którym znajdziemy wrażliwość, ale też charakterność. I choć właściwie każdym kolejnym singlem Maria Tyszkiewicz przykuwała moją uwagę, nie spodziewałem się, że jej debiutancki album będzie tak dobry, pełen dźwięcznego elektronicznego brzmienia, subtelnych beatów i intrygujących tekstów. Po cichu marzę o jakiejś trasie koncertowej, podczas której – mam nadzieję – poznamy jeszcze więcej (wciąż ukrytych) barw tego albumu.

Pamiętajcie, że możecie zagłosować na Miasto w blogowej liście przebojów!



Polub bloga na Facebooku