„Teściowie” | Weselna drama

Ci, którym wesela kojarzą się z rodzinnymi dramami, narzekającymi ciotkami, oceniającymi spojrzeniami i procentowym ubawem, znajdą dla siebie nie lada filmową gratkę w polskim kinie. I nie, nie mam na myśli Wesela Smarzowskiego, choć w pewnym sensie polski klasyk wpisałby się w powyższy opis, ale antyweselną farsę Teściowie, debiutancki film Kuby Michalczuka, w którym nie ma pary młodej, jest za to prawdziwa zabawa. I aktorska jazda bez trzymanki.

Pamiętacie film (Nie)znajomi sprzed dwóch lat (remake włoskiego hitu Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie), który niespodziewanie stał się jednym z najlepszych filmów 2019 roku? To jest podobny case. Bardzo dobra realizacja (zupełnie niespodziewana otwierająca film sekwencja), chwytający za różne struny humoru scenariusz (na podstawie sztuki teatralnej) oraz niekiedy niepokojąca przystawalność do naszych doświadczeń. W dodatku komediodramat, za kamerą debiutant, przed nią świetni aktorzy, a w powietrzu wisi drama, która z minuty na minutę rozrasta się do coraz większych rozmiarów. Tutaj taka z trzy razy większa niż w (Nie)znajomych, ale wciąż poprowadzona ze smakiem (ponownie kapitalny zespół aktorski). W Teściach przenosimy się jednak z mieszkania w centrum miasta do prestiżowego hotelu w pobliżu Pałacu Kultury, w którym odbywa się wesele bez pary młodej. Bo najprościej w świecie nie doszło do ślubu. Rodzice niedoszłego pana młodego postanawiają wyprawić jednak ekskluzywne przyjęcie. Nie będą tam jedynymi gospodarzami. Złamane serca młodych konsekwentnie dzielą ich rodziców, którzy próbują poznać przyczyny rozstania ich dzieci, wchodząc na krwawą (!), wojenną ścieżkę.

I jak nie lubię wesel, tak na takie wesele bez pary młodej bym choć raz poszedł.

Czuć w tym filmie, że mamy do czynienia z adaptacją sztuki i ani przez moment nie użyłbym tego jako zarzut wobec Teściów. Ba, teatralność jeszcze bardziej uwypukla dramę, która z każdą kolejną sekundą rośnie do coraz większych rozmiarów (a jest to film dość krótki, bo ledwie 80-minutowy, więc rośnie naprawdę żwawo). Ograniczenie przestrzeni akcji do prestiżowego hotelu sprawia, że całe napięcie zamknięte zostaje w bogatych murach, kumulując w nich całą energię. Odliczamy jedynie minuty do momentu, w którym napięcie eksploduje, a eksplozja ta, choć szybka, w swojej formie jest dla widza satysfakcjonująca. Aż chciałoby się więcej, ale umówmy się – kino komercyjne rządzi się też jakimiś regułami. A może to więcej pozbawiłoby całość smaku? Kuba Michalczuk i tak pozwala sobie skakać po tonach, niejednokrotnie pozytywnie zaskakując widza, choćby konfrontacją Wandzi i Małgorzaty. Taki trochę polski Kill Bill. Jak mówi klasyk, Kill Bill po roku w Polsce. I jest beka.

No i właśnie – aktorzy. Cały aktorski kwartet robi wrażenie i wybór najlepszego ogniwa jest niemal niemożliwy. To co dzieje się na ekranie, to zdecydowanie najwyższa półka! Adam Woronowicz jako Tadeusz a ka „szlachcic z Sochaczewa” jest rozczulający (i jeszcze konto teścia Tadeusza na Instagramie do promocji filmu, no made my day), a Izabela Kuna, wcielająca się w Wandzię, jego żonę, pochłania determinacją, umiejętnie budując napięcie pomiędzy swoją bohaterką a Małgorzatą. W tę znowu wciela się Maja Ostaszewska, która pochłania swoim wysublimowaniem, w przypadku swojej postaci jedynie pozornym, a partnerujący jej w filmowym małżeństwie Marcin Dorociński jest świetny jako biznesman z klasą (i trochę pozer), który „za komuny to by siedział”.

Gdyby jednak już MUSIAŁ wybrać, to wybrałbym Izabelę Kunę. No rola petarda! Więcej Izabeli Kuny w polskim kinie i w tak charyzmatycznych rolach!

O takich komediach (czy komediodramatach) marzyłem w polskim kinie od dłuższego czasu. Na przestrzeni ostatnich lat pojawiło się kilku reprezentantów, którzy udowodnili, że u nas też może być bez trzymanki, skrajnie i ze smakiem zarazem, ale też mądrze i zabawnie jednocześnie. Weźmy taki Atak Paniki Maślony. Weźmy wcześniej wspomnianych (Nie)znajomych. Weźmy Juliusza Alka Pietrzaka. Teraz Teściowie Kuby Michalczuka. W Polsce też się da. Widzę światełko w tunelu, że takiego quality komercyjnego kina będzie na polskim podwórku jeszcze więcej. Teściowie spośród wymienionej przeze mnie chwilę wcześniej czwórki są najlepsi. Antyweselna farsa, w której się przepada.



Polub bloga na Facebooku