„Sorrento” Bovska | Electro w słońcu Włoch

Życie napisało nam taki scenariusz, że wszelkie podróże jak na razie pozostają w sferze naszych wyobrażeń. Na ratunek przychodzi na szczęście Bovska, która na swoim czwartym albumie zabiera nas do włoskiego Sorrento, gdzie wiele jest dobrej i wartościowej energii oraz przede wszystkim ciepła. Łapcie ten pozytywny vibe!

Ostatnie w dyskografii Bovskiej Kęsy są moją ulubioną płytą tej niepowtarzalnej artystki. Choć słuchałem i bardzo doceniałem, dopiero one sprawiły, że niemal przepadłem w jej muzyce i tekstach, a bujające i przeszywające Mocno mocno, trafiający w sedno Luksus (chyba mój ulubiony) czy niesamowity Jim, to piosenki, które non stop do mnie wracają. Sorrento nie spycha z piedestału poprzednika, ale – warto to zaznaczyć – akcentuje rozwój Bovskiej jako artystki oraz autorki, która – we współpracy z Janem Smoczyńskim – świadomie podąża w dokładnie nakreślonym artystycznym kierunku. To płyta, która przede wszystkim znakomitymi tekstami stoi. Bezpośrednimi, niekiedy bezkompromisowymi, ale też szczerymi. Odnosi się nawet wrażenie, że jest w nich jeszcze więcej Bovskiej niż zwykle. Muzycznie zaś Sorrento jest dla mnie momentami nieco przekombinowane (dosłownie o szczyptę!). Kręcę nosem w szczególności na Guziki z partią Vienia (bardzo kontrastową w stosunku do partii Bovskiej) czy ukryte na końcu albumu Pytania. Mimo tego, mnóstwo tutaj dobroci. Ciao – ruszmy w tę włoską podróż.

Single? Genialne. Pierwsze, poruszające przeszywającym bitem Leżałam to jedna z moich ulubionych polskich piosenek o uczuciach i emocjach, jakie miałem przyjemność usłyszeć, ubogacona o wspaniały teledysk w reżyserii Marcina Starzeckiego, zdecydowanie „polski najlepszy” 2019 roku. Jeszcze mocniejszym uderzeniem okazał się energiczny Wujek G. – wraz z videoclipem prawdziwy #girlpoweranthem. Pomiędzy dwoma bangerami swoją premierę miało bardziej liryczne i emocjonalne Będę przy Tobie, w którym Bovska delikatnie opowiada o miłości, a refren tej piosenki to prawdziwa perła na Sorrento. Miłość powraca również w promującym album, najłagodniejszym na nim Między nami, którym artystka skradła moje wrażliwe serducho.

Teraz będzie dużo tekstów, ale w końcu nic nie zobrazuje lepiej ich perfekcji niż one same.

Raty za każdym razem wywołują na moim ciele ciary. Nie tylko z powodu kapitalnej produkcji i świetnej warstwy muzycznej, ale przede wszystkim ze względu na zawarty w nich przekaz, mówiący, że „na raty nie da się żyć / nie da się kochać z kimś / nie da się stawać kimś / nie da się cieszyć, gdy / nie można wolnym być”. W podobnym klimacie utrzymane są muzycznie niejednoznaczne, perfekcyjnie napisane Włącz, wyłącz („Co masz taki wiecznie wykrzywiony ryj? / (Krzywy ryj, krzywy ryj, wykrzywiony ryj / Weź, człowieku, się uśmiechnij i po prostu żyj”) czy mocniejsze w elektronicznym brzmieniu Stany, w których Bovska śpiewa „weź ogarnij swoje stany, to czas na zmiany” czy „śpiesz się powoli, żyje się raz” (a tę językową grę „powściągam drżące żądze” ukrytą przed refrenem to już w ogóle uwielbiam). Dorzucę tutaj trapowe Paulo C., w rytm którego sam chętnie przejechałbym się po mieście, szukając esencji swej egzystencji, czy to tytułowe włoskie Sorrento, które nieustannie kojarzy mi się z Byłaś serca biciem Andrzeja Zauchy. I mam wrażenie, że przez to (moje i bardzo luźne, nie oceniajcie mnie) skojarzenie lubię tę piosenkę jeszcze bardziej. Słońce ukryte w tej piosence grzeje swoimi promieniami.

Gdy w piątek, kilka minut po północy, przeniosłem się po raz pierwszy do Sorrento, nie byłem zachwycony. Bliżej mi było do sympatii, choć w niektórych momentach płyty miewałem wątpliwości. A to dlatego, że otrzymałem dużo niespodziewanego. To trochę taka muzyczna podróż, gdzie za każdym rogiem czyha na nas coś zaskakującego. Skupienie się jednak na rytmach nie wystarczy, bo choć są nienaganne i robią z moim ciałem to, co robić powinny, ważne jest przede wszystkim to, co ukryte w tekstach. A one – będę to podkreślał za każdym razem – są tutaj znakomite. Jeszcze bardziej niż zwykle u Bovskiej były. Niby wyrwane z codzienności, obserwacji i przeżyć artystki, a jednocześnie „nasze”.

Zresztą, jak teksty na Sorrento miałyby nie być perfekcyjnie, skoro Bovska jadąc po mieście czyta Herberta?

foto: bovska.com



Polub bloga na Facebooku