„Rare” Selena Gomez | Tak pół na pół

Nowa dekada rozpoczyna się od albumu bardzo ważnego na amerykańskiej scenie popowej. Z nową płytą powraca Selena Gomez – bardzo popularna piosenkarka, ale też aktorka, która w ubiegłym roku zaliczyła kreacje u Jarmuscha oraz Allena. Czy Rare jest faktycznie tak niezwykły i wyjątkowy, jak sugerowałby tytuł?

Po albumie Revival Selena Gomez szczególnie zwróciła na siebie uwagę. Zaczęła wzbudzać muzyczną sympatię. Szczególnie, że jej koleżanki wywodzące się z disnejowskiego światka radziły sobie raz lepiej, raz gorzej. Może wokalnie nie dorastała im do pięt, ale robiła dobre wrażenie oryginalną barwą, która świetnie brzmiała praktycznie w każdej z piosenek. Nie rewolucjonizowała też w żaden sposób popowej sceny. Nagrała po prostu dobry, solidny album, który obecnie raz lepiej, raz trochę gorzej, wytrzymuje próbę czasu. Na następcę Revival czekaliśmy prawie pięć lat. Początek nowej dekady przyniósł płytę Rare, zapowiadaną tanecznym Look At Her Now, zapadającym w pamięci przede wszystkim wymruczanym refrenem, i przejęczanym Lose You To Love Me, który stał się pierwszym numerem jeden Seleny Gomez na amerykańskim Billboardzie. Początek promocji mocny, oczekiwania coraz wyższe, szczególnie biorąc pod uwagę takie piosenki jak Good For You, znakomity Fetish czy nawet Back To You, ostatecznie rozczarowujący finał.

W przejęczanym Lose You To Love Me chodzi przede wszystkim o to, że Selena bardzo się w tej piosence męczy. Ja wiem, że jest osobiście, że śpiewa o swoich emocjach, że to album o zmianie, o doświadczeniach. Ale to niedobrze, jeżeli ja się męczę razem z nią, prawda?

Rozczarowujący szczególnie, gdy przywołamy ostatnie udane dokonania w tym najbardziej mainstreamowym popie. Nie trzeba szukać daleko, bo wystarczy sięgnąć po głośne thank you, next Ariany Grande czy nawet lubiany Lover od Taylor Swift. Selena momentalnie pozostaje w tyle za swoimi koleżankami i choć ma momenty, kiedy udaje się jej porwać słuchacza, ostatecznie nie jest w stanie za wiele zaoferować. Albo inaczej. Nie jest w stanie zaoferować tyle, ile my byśmy od niej oczekiwali. Zdarzają się tutaj jedne z największych koszmarków w jej karierze. Przodują w tym infantylny Fun oraz tanie A Sweeter Place, w którym największym strzałem w kolano jest angaż Kid Cudi, pojawiającego się tam na featuringu. Niewiele lepiej prezentuje się nijakie Crowded Room, pozbawione jakiejkolwiek nuty wyrazistości, której nie wnosi nawet obecność 6LACKa. Wciąż nie wiem, jak do tego doszło. Potężnym rozczarowaniem jest intrygujące od pierwszych dźwięków Let Me Get Me, którego jednostajność sprawia, że momentalnie staje się drugim od najnudniejszych utworów na albumie (zaraz po Crowded Room, zresztą swoim sąsiadem na trackliście). Do listy narzekań dopisałbym jeszcze nie najgorsze, choć w ogóle nie zapadające w pamięci, People You Know oraz oba single. Chociaż wałkowane Look At Me Now może zacząć się podobać.

Zdarzają się też rzeczy dobre. Chociażby początek albumu. Z pominięciem singli, ale zawsze. Tytułowy utwór Rare, który został wybrany na trzeci utwór promujący, jest delikatny, ale ciężko wyrzucić jego brzmienie z głowy. Słychać też tutaj w wokalu Seleny Gomez coś, co momentami przypomina Taylor Swift. Najlepsze na albumie jest zdecydowanie taneczne Dance Again, w którym wokalistka „feel so good to dance again”, pokazując jednocześnie brzmieniowy pazur, którego wręcz od niej pożądam. I to właściwie jedyna piosenka, w której ten pazur otrzymuję. Bardzo lubię króciutki, ale chwytliwy Ring, który na tle całości brzmi nieco egzotycznie, ale też następne subtelne electropopowe Vulnerable. Na plus warto zapisać też kokieteryjne, choć dość bezpieczne i nieco generyczne, Kinda Crazy oraz ukryte na samym końcu (między dwoma największymi koszmarkami) Cut You Off, które w internecie już funkcjonuje jako piosenka o Justinie Bieberze. Jeżeli Selena miałaby już śpiewać ballady, to poproszę takie.

Powiedzmy, że jest tak (mniej więcej) pół na pół. Z minimalną przewagą na minus, ale uznajmy, że wałkowanym przeze mnie Dance Again Selena Gomez delikatnie nadrabia nie najlepszą sytuację. Wielka, wielka szkoda. Szczególnie, że Rare jej pierwszym tegorocznym głośnym albumem na popowej scenie muzycznej i od razu mocno rozczarowującym. Choć zdarza się na tej płycie, że pop Selenie naprawdę wychodzi, to marzy mi się album utrzymany w nieco bardziej sensualnym klimacie. Mam tutaj na myśli powracające świetne Good For You oraz Fetish, który znalazł się jedynie na wersji deluxe. Może kiedyś się takiego doczekam? Na razie zgrzytam zębami, zapisuję z cztery utwory na playliście i wracam do Revival.

foto: Interscope