„Pogłos” Natalia Szroeder | P jak prawda

Natalia Szroeder to jedna z tych postaci na polskiej scenie muzycznej, o której, przynajmniej dotychczas, ciężko było mi powiedzieć cokolwiek konkretnego… i pozytywnego. Poza tym, że muzycznie była mi zupełnie obojętna. Po pięciu latach od debiutu drugim Pogłosem udowadnia, że jest „jakaś” i że ma coś swoją muzyką do powiedzenia. A ja bardzo lubię słuchać!

Zanim usłyszeliśmy Pogłos, Szroeder prezentowała ciekawe współprace z artystami ze środowiska hiphopowego. Pojawiła się na feacie u Mięthy w ich Zanim pójdziesz, ale też u „swojego” Quebonafide w Jesieni. Najbardziej podobał mi się jednak duet z Margaret przy świetnym Sold Out, w którym nawinęła tak, że wszystkim opadły kopary, a girl power niemal eksplodował. Bez większej refleksji pomyślałem, że jej najnowsza płyta pójdzie w podobnym kierunku i Szroeder odizoluje się nieco od popu. Tak jak zrobiła to ostatnio Margaret w Maggie Vision czy MaRina w Warstwach. Skojarzenie. Nic jednak bardziej mylnego. Pogłos mocno osadzony jest w popie, a Natalia Szroeder dokonuje rewolucji w swojej muzyce, nie wychodząc poza gatunkową szufladkę. Chociaż w zasadzie w każdej piosence się z niej wychyla. Aż chciałoby się zapomnieć o tym, co artystka nagrywała wcześniej. Z zaś drugiej strony, to bardzo wartościowy kontekst, który pokazuje niebywały rozwój.

Można powiedzieć (i to też powiem), że Pogłos nie jest szczególnie odkrywczy. Szroeder oraz producenci ewidentnie dobrze przysłuchiwali się temu, co w Polsce ostatnio chętnie się słuchało. Można dosłyszeć tutaj dźwięki, których na ostatnich albumach nie powstydziliby się Daria Zawiałow czy Krzysztof Zalewski (choćby otwierające całość Początki, kontrastowe dla otoczających je piosenek Prosto lub aktualnie moje ulubione Poganianki, dające w zwrotkach wspaniały vibe lat 80.). Szroeder ubiera je jednak w spójną, schludną popową formę, w której chce się słuchać tego, co ma do powiedzenia w autorskich tekstach. Chce się też słuchać jej wyjątkowego wokalu. Ten w końcu otrzymał dźwięki, na które od zawsze zasługiwał. Pogłos – zmierzając do brzegu – to quality pop z elementami alternatywnego zacięcia, który odnajdzie się w komercyjnych rozgłośniach radiowych, ale też w głośnikach bardziej wymagających słuchaczy. Niespodziewanie, naprawdę niespodziewanie, bardzo dobry!

A momentami zachwycający. Choćby 1-2 X – piosenka, którą Szroeder ociera się o wybitność. Wspaniale zaśpiewana, niosąca pokłady niesłychanej wrażliwości, zupełnie wyjątkowa. Od początku do samego końca. A z surowym live video jest niczym jedna z tegorocznych muzycznych pereł. Będąc najmocniejszym punktem płyty, stanowi też jego kwintesencję, reprezentując przepiękną melancholijność i romantyzm. Jest też prześliczny duet z Ralphem Kaminskim, od którego Szroeder zapożycza nieco stylu zaprezentowanego na jego dwóch pierwszych albumach. I oboje brzmią w nim zjawiskowo. Singlowe Powinnam? to jedna z najlepszych piosenek, jakie słyszeliśmy w tym roku w polskich rozgłośniach radiowych, która niemal otworzyła nową erę w karierze Szroeder. I idąc za tekstem, słuchanie siebie i odrzucenie pędu za spełnieniem oczekiwań wyszło artystce zdecydowanie na dobre. Po miałkim debiutanckim albumie, błądzeniu z Parasolami, poszukiwaniach, na Pogłosie nie ma słabych momentów.

Każda z piosenek na albumie rozpoczyna się od literki „p”. Tak samo jak prawda, która jest chyba kwintesencją Pogłosu, na którym czuć wrażliwość Natalii, ale też artystyczne spełnienie i zadowolenie z miejsca, w którym obecnie się znajduje. W końcu w tytułowej piosence śpiewa, że „stoi pewna jak nigdy”. Żadnego polskiego popowego albumu nie słuchało mi się tak dobrze w ostatnim czasie.



Polub bloga na Facebooku