„ORIGO EP” Natalia Nykiel | Rozpalony electro ogień

We wrześniu ogłosiła przerwę. Wyjechała na studia do Portugalii, a sporą grupę fanów pozostawiła z dwoma rewelacyjnymi albumami. Wzięła nas z zaskoczenia, bo chyba nikt nie spodziewał się, że Natalia Nykiel wróci z tej przerwy tak szybko. Bez uprzedzenia wydała ORIGO EP – jej pierwsze międzynarodowe wydawnictwo, na którym dzieje się naprawdę dużo.

Swego czasu, przy okazji tekstu o Discordii, pisałem, że najchętniej zamknąłbym wszystkie anglojęzyczne utwory z albumu na małej EP-ce i pochwalił się nimi za granicami kraju. Uwielbiam tekst The Lovers, urzeka mnie szaleństwo Riki Tiki, wiele emocji wzbudza duet z Igorem Walaszkiem I’m Fine. Dwa lata później – choć z zupełnie inną tracklistą – Natalia Nykiel „zostaje wysłana” w świat. Jako osoba bacznie śledząca jej karierę od premiery Wilka, krzyknąłbym: w końcu! Origo to cztery anglojęzyczne utwory oraz jeden w języku hiszpańskim. Wśród współpracowników, oczywiście oprócz ponownie najważniejszego Foxa, pojawiają się nazwiska pracujące dotychczas z najlepszymi. Pod względem brzmienia panuje tutaj różnorodność i choć wciąż całość spaja kluczowe dla twórczości Nykiel electro, myślę, że są na tym albumie brzmienia, których raczej nie powinniśmy się spodziewać. Mam tutaj szczególnie na myśli nawiązanie do Paramore czy obecność Rodzinnego Zespołu Śpiewaczy z Rakowicz. Ale w końcu Natalia Nykiel powraca do swoich korzeni. Origo to po łacinie pochodzenie, początek, źródło.

Gdy myślę o korzeniach Natalii Nykiel, na pierwszy plan wybija się Mrągowo, z którym kojarzona jest artystka. Odbywający się tam Piknik Country mógłby nieco wyjaśnić okładkową scenerię i stylizację Nykiel. Myślę też o Pieckach, w których znowu mogłyby odnaleźć się folkowe brzmienia z EP‑ki. Szukam też gdzieś tej niepozornej dziewczyny z The Voice of Poland, ale z niej nie pozostało już właściwie nic. Jest za to mnóstwo pewności i konsekwencji. I fajnie!

Fascynacja kulturą latynoamerykańską nie mogła zaowocować niczym innym niż hiszpańskojęzycznym utworem. EP-kę otwiera Quya i choć po wspólnym instagramowym zdjęciu z J Balvinem moglibyśmy się spodziewać rytmów latino, Nykiel od razu wrzuca nas w bardzo intensywny electro trance. Zaskakującym wyborem na singiel jest kolejne Volcano, w którym słychać nutę punkowej zadziorności. To coś zupełnie innego od tego, co dotychczas prezentowała Nykiel. Słuchając Volcano, odczuwa się pewną nostalgię za tym mainstreamowym punk rockiem, który jeszcze dekadę temu świętował triumfy popularności. Kolejne Find Me wyjątkowe jest z dwóch powodów. Po pierwsze, od czasu fenomenalnego Pusto z debiutanckiego Lupus Electro, Nykiel nie nagrała tak intymnej ballady. Zresztą tych znajdziemy w jej dotychczasowych dokonaniach i tak niewiele. Po drugie, w utworze pojawia się Daley, jedna z najważniejszych postaci brytyjskiego soulu, brzmiący z Nykiel niewiarygodnie dobrze. Wiecie, biorąc pod uwagę ich dyskografię, to trochę dwa różne światy, które znalazły w tej piosence ujmujące porozumienie.

Gdybym to ja decydował o singlu promującym Origo, wybrałbym Wanna Go Back, ale byłoby to poniekąd pójście na łatwiznę. To zdecydowanie najmocniej zapadający utwór w pamięci, głównie za sprawą wokalnej zadziorności refrenów oraz perfekcyjnej końcówki. Ale Natalia zdaje się lubić bycie nieoczywistą. Najmocniejszym punktem Origo jest jednak piosenka ostatnia, a w szczególności gościnny udział Rodzinnego Zespołu Śpiewaczy z Rakowicz. To tak w temacie nieoczywistości na tej EP‑ce. I’m Not For You rozwija się stopniowo, twórcy dozują napięcie, by porwać końcówką, w której elektronika na światowym poziomie łączy się z polskim folkiem. Połączenie wspaniałe. Tak dobrej rzeczy Natalia Nykiel chyba nie ma wśród swoich dotychczasowych dokonań.

Połączenie z folkiem Natalia Nykiel zaserwowała nam już podczas gali Fryderyków. Eklektyczna wersja Total Błękitu z Discordii wykonanego z Tulią oraz Pianohooliganem to jest sztos.

Różnorodność – to słowo klucz Origo. Wszystko zdaje się być tutaj z innej parafii, ale czuć w tym nutkę szaleństwa oraz ryzyka. EP‑ka raczej nie zadowoli wszystkich słuchaczy artystki, ale myślę, że też nie o zadowalanie tutaj chodzi. To w końcu pierwsze wydawnictwo międzynarodowe, które przede wszystkim ma pokazać światu Natalię Nykiel. Nie wiem, na ile zagraniczny sukces jest możliwy. Na pewno jest to szansa na dotarcie do kolejnych odbiorców i poszerzenie skali oddziaływania. Szczególnie, że Origo jest bardzo modne, a Nykiel jeszcze bardziej charyzmatyczna niż dotychczas. Wydany w zeszłym roku, znakomity zresztą, cover Jak żądło teraz sprawia wrażenie przedsmaku tego, co otrzymujemy na nowym wydawnictwie. Lubiłem tamtą Natalię, ale tę zdaję się lubić jeszcze bardziej.

Mijają kolejne godziny z Origo, a moje podekscytowanie nie maleje.