Po polsku, czyli Ofelia, Ralph Kaminski oraz Pola Chobot&Adam Baran

Aż trzy wydawnictwa zaprezentowała nam w listopadzie młoda polska scena muzyczna. Ofelia wydała swój długo wyczekiwany self-titled debiut, który okazuje się jednym z największych muzycznych wydarzeń tego roku. Ralph Kaminski zachwycił Młodością, godnym i jeszcze bardziej dojrzałym następcą świetnego Morza. Zaś Pola Chobot & Adam Baran zadebiutowali z przytupem, mieszając trochę niespodziewanie (przynajmniej dla mnie) wśród najlepszych albumów. Dzisiaj o trzech polskich płytach, których koniecznie musicie posłuchać!


Ofelia – Ofelia

Dorastała na oczach widzów jednego z najpopularniejszych seriali w historii polskiej telewizji, w międzyczasie kształtując wizję swojej artystycznej drogi. Już w 2016 roku pojawiła się jej EP-ka, z której w sieci zachowały się jedynie dwa anglojęzyczne utwory. Od tamtego czasu, z wypiekami na twarzy, czekałem na jej debiutancki album, nieśmiało zerkając na social media Ofelii. Czekanie zajęło mi po ponad trzy lata. Tym bardziej się cieszę, że po tych trzech latach mogę bez wyrzutów sumienia powiedzieć, że Ofelia jest jednym z najciekawszych „nowych głosów” na polskiej scenie muzycznej.

Intensywnie jest już od samego początku. Czerpiące całymi garściami z muzyki ludowej Intro, otwierające debiutancki album Ofelii, jest najpiękniejszym początkiem wśród wszystkich początków tegorocznych płyt. To budujące niepowtarzalną atmosferę acapella, w którym najpiękniejszym instrumentem jest sam wokal artystki. Atmosfera nie zanika w kolejnym Meteorycie, będącym wręcz kontynuacją klimatu z otwarcia. A my w końcu słyszymy gitary. Gitary – od razu na myśl przychodzi bardzo chwytliwy pierwszy singiel promujący album, czyli Zaraz: na debiucie Ofelii zdecydowanie najswobodniejsze. Jeżeli ktoś oczekuje takiego brzmienia, raczej go na tej płycie nie znajdzie (chyba, że zaspokoi jego pragnienia energiczne Pejotl). Ale to nie jest żaden zarzut. Tak, jak Ofelia czuje się dobrze w takich dynamicznych propozycjach, równie dobrze (a może nawet lepiej) brzmi w piosenkach bardziej skupionych wokół kreowania klimatu. Czy to w tych bujających jak Tu, moja ulubiona Ćma lub dobrze znana przed premierą albumu Ofelia, czy w tych znacznie bardziej kameralnych jak Paczuli (ileż emocji!) albo To do pana. Mamy od kilku lat wysyp wspaniałych artystów, którzy rewolucjonizują polską scenę muzyczną. Nie wiem, na ile Ofelia dołączy do ich szeregów, bo to, że jest w tej dziewczynie i jej muzyce coś niepowtarzalnego, w ogóle nie ulega wątpliwości. Mnóstwo tutaj zadziorności, ale też niezwykłej wrażliwości, do której przez te dwanaście piosenek możemy się przytulić. A gdy już się przytulamy, czujemy przeróżne emocje. To chyba najlepszy tegoroczny debiut na polskim podwórku.

Ralph Kaminski – Młodość

Niby wydał dopiero drugą płytę, a mam wrażenie, jakby Ralph Kaminski w moim muzycznym życiu był bardzo długo. Najpierw kręciłem nosem. Polubiliśmy się dopiero po moim pierwszym koncercie artysty w krakowskim klubie Szpitalna 1, podczas którego odkryłem, w czym tkwi fenomen Ralpha oraz jego muzyki. Młodość można powiedzieć jest nową erą. Zmieniony image, bardzo intrygujące zapowiedzi wakacyjnej trasy, w której dominuje disco i jego stylistyka, oraz w końcu Kosmiczne Energie, czyli pierwszy singiel promujący płytę Ralpha. Choć na jego drugim albumie nie znajdziecie disco, a Kaminski pozostaje w charakterystycznych dla siebie rewirach, Młodość jest jednym z najważniejszych tegorocznych albumów.

Na gorąco po przesłuchaniu Młodości, postawiłem otwarte pytanie, czy mamy do czynienia z płytą roku. Nie chciałem dawać jednoznacznej odpowiedzi, choć pierwsze emocje podpowiadały mi, że tak. Odłożyłem jednak płytę na kilka dni i postanowiłem do niej wrócić z nieco chłodniejszym spojrzeniem, żeby nie podejmować pochopnych osądów. Stwierdzenie, że Młodość jest płytą roku, byłoby porywcze. Nie zmienia to jednak faktu, że bez wątpienia plasuje się w czołówce najlepszych. Pokazuje przede wszystkim to, że Ralph Kaminski jest scenicznym kameleonem i jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy. Utwierdza też słuchaczy w przekonaniu, że to artysta o wielkiej charyzmie i osobowości, ale też niesamowitej wrażliwości. Powiedziałbym nawet, że – w odróżnieniu od debiutanckiego Morza – na Młodości wrażliwość ustępuje miejsca charyzmie, a od istotnych emocji jeszcze ważniejszy jest sam Ralph. Uwielbiam oba single promocyjne. Kosmiczne energie przede wszystkim za (no właśnie) energię, meteeeooor i teledysk, Wszystkiego najlepszego zaś za delikatność, w której nie sposób nie przepaść. Moim faworytem jest jednak ukryty w połowie albumu Tygrys, opowiadający o społecznych ograniczeniach, które nakładane są na osoby jakkolwiek wyłamujące się standardowi, sprawiający wrażenie wyjątkowo szczerego i osobistego. Jeszcze większe emocje wzbudza bardziej kameralny utwór Tato, który moglibyśmy postawić obok Jana z Morza. Zresztą, Młodość to głównie emocje. Czy to w otwierającym album Zielonym samochodzie, czy popowych Autobusach, czy bardzo ciepłym 2009. Chociaż wciąż najważniejszy jest tutaj blond Ralph z pomalowanymi paznokciami w białym kostiumie. Artystyczna charyzma na najwyższym poziomie. Cieszę się też, że mocno uzasadniona muzycznie. Czekam na trasę.

Nagrania z premiery Kosmicznych Energii to jedna z najlepszych rzeczy pod względem promocji, jaka spotkała polską muzykę! Napis Jasło stylizowany na Hollywood z teledysku do Wszystkiego najlepszego jest doskonały. A okładka samej płyty jest prze‑pię‑kna.

Pola Chobot & Adam Baran – Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży?

We wrześniu 2017 roku ukazała się ich EP-ka Brudno. Od tego czasu wydarzyło się bardzo dużo – zaczęli zyskiwać coraz większe grono odbiorców, dołączyli do artystów Fonobo Label, zagrali na węgierskim festiwalu Sziget, a w listopadzie tego roku zaprezentowali Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży? – swój debiutancki album, na którym mocno nawiązują do bluesa, wychodząc jednocześnie poza ramy gatunku. Sami zresztą tak określają swoją muzykę. Kiedy zaprezentowali singiel Mży, spadli mi trochę jak z nieba.

Spadli, ponieważ – przyznam się bez bicia – umknęło mi gdzieś ich Brudno EP. Ale może i dobrze się stało, bo poznając Polę Chobot i Adama Barana przy okazji singla promującego ich debiutancki album, byłem już na tyle podekscytowany, że odruchowo sięgnąłem po wcześniejsze dokonania duetu. A to dlatego, że ich Mży jest jedną z najlepszych tegorocznych piosenek, które mogliśmy usłyszeć od polskich artystów, przeszywającą transowym refrenem oraz robiącą wielkie wrażenie nieco psychodeliczną końcówką. W chwytającej wyrazistości singlowi wtóruje znakomity Wstyd, rozwijający się z każdą kolejną minutą, otwierające album Listopady oraz jedno z moich ulubionych Byś nie uciekał mi. Niekiedy bywa też nieco lżej, szczególnie w chwytliwym Wywróciłam się, kameralnym Strachu (obecnie najpopularniejszym na Spotify) czy Brudno, które jest jednym z dwóch piosenek z EP-ki, które znalazły się na albumie. Ta dwójka wzbudza ciekawość. Przede wszystkim niejednoznacznością swojej muzyki i jednoczesną spójnością, której nie można odmówić ich debiutanckiemu Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży?. Warto poznać też ten album na żywo. Na długo nie zapomnę ciepła i energii, jaką oboje (wraz z perkusistą) wysłali od siebie podczas koncertu w ramach WhoMan Festival w Krakowie. Jeżeli wychodzić z domu, gdy na świecie mży, to tylko z tą płytą. Naprawdę.



Polub bloga na Facebooku