15 najlepszych płyt 2021 roku

Pod względem muzyki w 2021 roku działo się naprawdę sporo! Czas przyjrzeć się tym najlepszym, którzy w ciągu ostatnich 12 miesięcy zrobili na mnie największe wrażenie swoimi albumami. Ostatnie zestawienia były zdominowane przez kobiety, które królowały na podium. Jak będzie w tym roku? Przed Wami najlepsze płyty 2021 roku!

15. Mahmood – Ghettolimpo

Mahmood to jedna z tych eurowizyjnych postaci, która tak przykuła moją uwagę podczas wydarzenia, że nieustannie śledzę rozwój jego kariery. Po sukcesie na Konkursie Piosenki i kolejnych singlach w 2021 roku włoski artysta wydał swój drugi album Ghettolimpo, który jest tym, czego po jego debiutanckim Gioventu Bruciata mogliśmy się spodziewać. Tzw. „ciągiem dalszym”, ale jeszcze bardziej wyrazistym i spójnym. Sporo tutaj włoskiego rapu, zabawy elektroniką, trapem, ale też niekiedy rytmami nieco bardziej latynoskimi. Nie była to miłość od pierwszego odsłuchu. Ghettolimpo to zdecydowany grower.

14. Tola – Subtitles

Niegdyś ikona polskich nastolatków z ery czasopisma Bravo i wokalistka zespołu Blog27. Teraz artystka tworząca muzykę dużą bardziej kameralną, na którą z wypiekami na twarzy czekałem od 2018 roku i zawsze wspominanej w jej przypadku otwartej próby w krakowskim Magazynie Kultury. To bardzo ciekawy przykład artystki, która dorosła równolegle z wieloma swoimi słuchaczami i gdy przed laty Ci zasłuchiwali się w bujającym Hey Boy, teraz odnajdą dla siebie bardzo dużo na pozornie skromnym, alternatywnym Subtitles. Tak było w moim przypadku. Poza singlowym Atmosphere, moje serce skradło przede wszystkim rewelacyjne Morning Blues.

13. Margaret – Maggie Vision

Maggie Vision może nie jest albumem przełomowym. Chyba że dla samej Margaret. Jest za to albumem, który dostarcza – pod względem brzmienia, pod względem produkcji, pod względem muzycznej różnorodności. Pytanie jest jednak takie, kiedy Margaret nie dostarczała jakości? Nawet, gdy zajmowała się bardziej radiowym popem, to w przypadku singli był to zawsze pop z najwyższej (może czasem trochę generycznej, ale jednak najwyższej) półki. Choć jest „na swoim”, Margaret na jakości nie traci. A nawet zyskuje. I to się chwali. W otwierających płytę Przebiśniegach nie wiedziała, czy jest target ready, ale ja myślę, że jest. I to bardzo! Mój osobisty poprawiacz życia z 2021 roku! RECENZJA

Wcześniej: #7 Gaja Hornby (2019)

12. Hela – Na swój kształt

Hela to songwriterka i wokalistka tworząca muzykę z pogranicza indie popu oraz folku, która w 2021 roku, po tym jak rok wcześniej weszła w szeregi wytwórni FONOBO Label, zaprezentowała swoją debiutancką EPkę Na swój kształt. To bardzo ciekawy głos na polskiej scenie popowej, który brzmieniowo przywodzi na myśl słońce, kumulujące się w dźwiękach. To pięciopiosenkowe wydawnictwo to wiele obiecująca zapowiedź. Czekam z niecierpliwością na rozwój wydarzeń, bo w stwierdzeniu „nadzieja polskiej sceny pop” nie ma cienia przesady.

11. Ralph Kaminski – KORA

Gdybym musiał wybrać tegoroczny album, który miałbym określić mianem sztuki przez wielkie S, wybrałbym właśnie płytę KORA od niezastąpionego Ralpha Kaminskiego, który jest niczym sceniczny kameleon. Jeszcze nie ostygły emocje po kosmicznych energiach i meteorach, a ten przywdział czarną perukę i zmiażdżył wszystkich swoimi interpretacjami kultowej Kory. Od przejmującego Wieje piaskiem od strony wojny, przez przepięknie wykorzystany Krakowski Spleen (i oczywiście wszystkie inne piosenki z płyty), po singlowe Po prostu bądź, które zasługuje na jeszcze większą uwagę. Ach, jak żałuję, że nie udało mi się złapać biletów na trasę koncertową z tym albumem!

Wcześniej: #11 Młodość (2019)

10. Arek Kłusowski – Lumpeks

Po wypracowanym debiutanckim albumie, który znalazł się pośród najlepszych płyt 2019 roku, Arek Kłusowski przeszedł do Kayaxu i wydał płytę Lumpeks, na której odważnie romansuje z ostatnimi dekadami ubiegłego wieku. I choć te inspiracje w polskim mainstreamie mocno doszły do głosu, artysta wyróżnia się przede wszystkim bardzo dobrymi, zaangażowanymi tekstami, które są najmocniejszą stroną jego drugiego krążka. Album przyniósł też pierwszy radiowy przebój Idealny syn, na który artysta zasługiwał już od dłuższego czasu. To też jedna z najlepszych piosenek na Lumpeksie, obok Nie bądźcie tacy oraz Papierowego domu.

Wcześniej: #17 Po tamtej stronie (2019)

9. PAULA ROMA – Cześć, tu PAULA ROMA

Działo się u PAULI ROMY! Na początku roku samodzielnie wydała swoją debiutancką EPkę Cześć, tu PAULA ROMA, by później podpisać kontrakt z Warner Music Poland i zaprezentować kolejny singiel Uziemienie, który dał mi w tym roku tyle dobrej energii, co żadna inna polska piosenka. Dzisiaj jednak o EPce, która od otwierającego ją intro wprowadza nas w niepowtarzalną, wykreowaną przez artystkę atmosferę. Słychać tutaj też miłość do szeroko rozumianego „vintage”, którego klimat pochłania od pierwszych sekund. O wokalu już nie wspominając. Czekam na długogrający debiut, bo to może być wydarzenie.

8. Daria Zawiałow – Wojny i noce

Muzycznie był to bardzo dobry rok dla Darii Zawiałow, która trzecim albumem Wojny i noce przypieczętowała swoją wysoką pozycję (a może nawet i szczyt?) na polskiej scenie muzycznej. Płyta ta to nie tylko sukces artystyczny, ale też komercyjny, a single ją promujące przez długi czas nie znikały z rozgłośni radiowych. Choć nie była to miłość od pierwszego odsłuchu, Wojny i noce z czasem coraz bardziej we mnie dojrzewały. I ciągle chyba dostrzegam na tym albumie więcej, i więcej. Od początku doceniałem jednak rozwój muzyczny i wizerunkowy Darii, która po wielkim sukcesie Helsinek odważyła się na znacznie więcej (weźmy chociaż sztandarowe w tym przypadku Metropolis).

Wcześniej: #5 Helsinki (2019)

7. Jagoda Kret – O samym braku stabilności

O Jagodzie Kret pisałem w drugiej części Młodej Muzyki, tuż po tym jak w ramach My Name Is New Kayaxu zaprezentowała rewelacyjny singiel Pięć kroków, który – mając w pamięci balladowe występy w The Voice of Poland – był niemałym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Na jej debiutancki album musieliśmy czekać długo, ale słychać jak spójna jest to płyta i przede wszystkim pozbawiona słabych momentów. O samym braku stabilności (uwielbiam ten tytuł) to brudne bluesowo-rockowe brzmienie, charakterny zadziorny wokal i przede wszystkim pochłaniająca atmosfera, w której przepada się od otwierającego całość singla Ciarki na barki. Najlepsza polska debiutancka płyta 2021 roku? Oto ona.

6. Mery Spolsky – Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj

W połowie roku Mery Spolsky oczarowała bardzo „jej” książką Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj. Już po lekturze twierdziłem, że jej pierwsze literackie dziecko potrzebuje audiobooka, bo wówczas wybrzmi tak, jak powinna. Długo nie musieliśmy czekać, a artystka oddała w ręce swoich fanów audiobook, któremu towarzyszy album o tym samym tytule, co książka. Możemy się powtarzać o językowych zdolnościach Mery Spolsky, ale uwagę przykuwa jeszcze mocniej uwydatniona tekstowa bezkompromisowość i brzmienie, które z każdym kolejnym numerem na trackliście jest niespodzianką. Z jednej strony, Dupa Lipa, przy której dupka sama chodzi, z drugiej ostre jak brzytwa Trapowe opowiadanie, a jeszcze z trzeciej Najsmutniejsza dziewczyna roku, przy której łzy cisną się do oczu. Jeżeli chodzi o albumy, najlepsza dotychczasowa rzecz od Mery.

Wcześniej: #12 Dekalog Spolsky (2019)

5. Natalia Szroeder – Pogłos

Natalia Szroeder to jedna z tych postaci na polskiej scenie muzycznej, o której, przynajmniej dotychczas, ciężko było mi powiedzieć cokolwiek konkretnego… i pozytywnego. Poza tym, że muzycznie była mi zupełnie obojętna. Po pięciu latach od debiutu drugim Pogłosem udowadnia, że jest „jakaś” i że ma coś swoją muzyką do powiedzenia. Każda z piosenek na albumie rozpoczyna się od literki „p”. Tak samo jak prawda, która jest chyba kwintesencją Pogłosu, na którym czuć wrażliwość Natalii, ale też artystyczne spełnienie i zadowolenie z miejsca, w którym obecnie się znajduje. W końcu w tytułowej piosence śpiewa, że „stoi pewna jak nigdy”. Żadnego polskiego popowego albumu nie słuchało mi się tak dobrze w ostatnim czasie. RECENZJA

4. Charlotte Cardin – Phoenix

Kiedy już myślałem, że Charlotte Cardin nigdy nie wyda swojego debiutanckiego albumu, a czekałem na niego od czasów Dirty Dirty oraz Big Boy, w kwietniu oddała w nasze ręce płytę Pheonix. I jest to quality pop w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ale tego mogliśmy się już spodziewać po wcześniejszych piosenkach, które prezentowała Cardin, ale też singlach promujących jej debiut. Są tu i chwytające za serducho ballady i prawdziwe indie popowe bopy, a ich spoiwem jest unikatowa artystka i jej głęboka barwa. Rozpływam się w każdej piosence. Dużo dobrego dostarczyła też wersja rozszerzona Phoenix (choćby piosenkę You Lie You Die). Nie mogę się doczekać kwietniowego koncertu w warszawskim Niebie.

3. Pola Chobot & Adam Baran – Trzeba mi EP

Choć już przed dwoma laty doceniłem ich debiutancki album Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży?, nic nie wskazywało na to, że kolejna EPka tej dwójki stanie się TAKIM tegorocznym wydarzeniem w moim muzycznym życiu. Wystarczyło zaledwie pięć piosenek, by Trzeba mi EP Poli Chobot i Adama Barana stało się najlepszą płytą pierwszego półrocza. Pamiętam ten ciepły kwietniowy weekend, kiedy siedziałem w warszawskim Ogrodzie Saskim, popijałem kawę i zachwycałem się pięknem wylewającym się z tej płyty, próbując skleić kilka zdań na jej temat. Ale wciąż nasuwało się jedynie jedno słowo: piękno. I tak za każdym razem, gdy piszę o tej płycie, powtarzam o tym pięknie, i teraz również zamierzam się powtarzać. Najlepsze polskie tegoroczne wydawnictwo. Niespełna dwadzieścia minut, no właśnie, piękna i emocji, które przenoszą do innej rzeczywistości.

Wcześniej: #16 Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży? (2019)

2. Billie Eilish – Happier Than Ever

Minęły dwa lata od przełomowego dla Billie Eilish albumu When We Go Fall Asleep, Where Do We Go?, którym zyskała bezgraniczną sympatię milionów słuchaczy na całym świecie. Wydawałoby się, że to wcale niedługo, ale słuchając najnowszego wydawnictwa nastolatki Happier Than Ever, okazuje się, że to naprawdę kawał czasu. Ciężko uwierzyć w to, że Billie jest „szczęśliwsza niż kiedykolwiek”, ale niech już jej będzie, nawet jeżeli to tylko pozorny tytuł. Ale jeżeli z jej szczęściem ma iść w parze taka muzyka, życzę jej tego szczęścia jak najwięcej. Szczególnie, że Happier Than Ever to zdecydowany top muzyczny tego roku. Rozpływam się w tych dźwiękach, ale też w rozwoju Billie, która na naszych oczach ze zbuntowanej nastolatki staje się kobietą. Mamy szczęście, że możemy tę transformację oglą… słuchać. RECENZJA

Wcześniej: #18 When We Go Fall Asleep, Where Do We Go? (2019)

1. Agnes – Magic Still Exist

Kiedy już myślałem, że moją osobistą koronę nowej królowej disco otrzymała Dua Lipa, po 9 latach od ostatniej płyty Veritas, nowy album zaprezentowała Agnes, która przed dziesięcioma laty przeżywała swoje europejskie pięć minut za sprawą przebojów Release Me oraz On and On. I tę koronę bezkompromisowo przejęła. Magic Still Exist to płyta spójna pod względem konceptu (wymowne interludy traktujące o kwestiach wolności, cielesności, ale też płci), w tanecznych rytmach przemycająca ważne tematy (choćby XX o wyrażaniu siebie), świetnie zaśpiewana (miażdżąca na końcu tytułowa piosenka, której nic nie zapowiada) oraz przede wszystkim porywająca tym, co tutaj najważniejsze, czyli disco. A choć jest to disco może nieco mniej radio friendly, nie sposób wyrzucić go z pamięci.



Polub bloga na Facebooku