15 najlepszych płyt 2020 roku

Podsumowań ciąg dalszy. W zeszłym roku wśród najlepszych płyt królowały wydawnictwa trzech niepowtarzalnych artystek – FKA Twigs, Aurory oraz Banks. Tym razem nie będzie inaczej, a zestawienie – po bardzo obfitym muzycznie 2020 roku – zdominowane zostało przez kobiety. Przed Wami 15 najlepszych płyt ostatnich dwunastu miesięcy!

W zestawieniu zabraknie obu albumów Taylor Swift, nowej Lady Gagi oraz Positions od Ariany Grande. Natomiast w czwórce, która znalazła się tuż za piętnastką byli Artur Rojek, Bloo Crane, sanah ze swoją Bujda EP oraz Jessie Ware.

15. Stach Bukowski – Czerwony SUV

Na żaden debiutancki album na polskiej scenie muzycznej nie czekałem w tym roku tak bardzo, jak właśnie na pierwszą płytę energicznego trio Stach Bukowski. Kiedy o nich myślę, za każdym razem pierwszymi określeniami przychodzącymi mi do głowy są beztroska i młodzieńczość. Taki też jest ich Czerwony SUV – kolorowy, pełen dobrej energii, słońca i lata. W tej spójnej i świeżej całości na szczególną uwagę zasługują Noc w duecie z Kwiatem Jabłoni, singlowe Saint-Tropez i Lew oraz rewelacyjny Ostatni raz. RECENZJA

14. KIWI – Nocą EP

KIWI w swojej muzyce balansuje pomiędzy klimatyczną elektroniką i dark popem, którego wciąż niewiele na polskiej scenie muzycznej. Ciekawe brzmienie, bardzo dobre autorskie teksty i niejednoznaczny wokal, którego koloryty odkrywa się w kolejnych utworach, złożyły się na intrygującą EPkę, o której zdecydowanie chce się pamiętać i do której chce się wracać. Atmosferą to wydawnictwo stoi. Sama „noc” ukryta w tytule nie wydaje się przypadkowa. Słuchając, widzę mrok miasta, samochód, neony odbijające się w jego szybach oraz księżyc, najlepiej ten ukradziony z okładki. Tak bym kiedyś chciał posłuchać tej EPki. Najlepszy utwór? Niezmiennie Piątek. RECENZJA

13. Holly Humberstone – Falling Asleep At the Wheel EP

Szczęśliwa trzynastka należy w tym roku do Holly Humberstone, która jest obecnie jedną z najciekawszych rising stars muzyki popularnej. To dwudziestoletnia artystka z brytyjskiego Grantham, której inspiracją są Damien Rice, Lorde, Bon Iver, Phoebe Bridgers czy HAIM. Na chwilę obecną ma na swoim koncie bardzo dobrą EPkę, koncerty z Lewisem Capaldim oraz występ w ramach VEVO DSCVR at Home. W swojej muzyce niezależność łączy z popem, a w jej najlepszym Falling Asleep at the Wheel usłyszymy nuty z Lay All Your Love On Me Abby. To klimatyczna EPka, która podsyca apetyt na więcej. Podobnie jak w jednym z tegorocznych zestawień Młodej muzyki, również tutaj nie mogło jej zabraknąć.

12. Baasch – Noc

Uwielbiam wcześniejsze dokonania Baascha, z niesamowitym utworem Grizzly z albumu Grizzly Bear With Million Eyes na czele, ale to dopiero pierwszy polskojęzyczny album artysty uwydatnił w pełni jego brzmieniową wyjątkowość. Noc to przede wszystkim klimat, na który składają się mroczna elektronika (swoje palce maczał w albumie Agim Dzeljilji), dobre teksty, będące satysfakcjonującym uzupełnieniem dźwięków, i zjawiskowy wokal Baascha. To taneczne dźwięki skąpane w ciemnościach i intrygującej melancholijności, modne i nietypowe jednocześnie. Baasch wprowadza nas tym albumem w charakterystyczny stan od pierwszych dźwięków. Albo go nie polubicie, albo pokochacie.

11. Bea Miller – elated!

Jeżeli chodzi o wydawnictwo elated! od Bea Miller, szerszemu gronu znana jest przede wszystkim piosenka Feel Something, która stała się trochę niespodziewanym viralem na bijącym rekordy popularności TikToku. Ostatecznie na płycie znalazła się wersja nagrana w duecie z Amine, a sama Bea ukryła na swoim albumie rzeczy dużo ciekawsze. Wśród nich prym wiodą otwierające, pompatyczne hallelujah oraz wisdom teeth, które jest według mnie jednym z najbardziej niedocenionych tegorocznych singli. Samo elated! to quality pop w najlepszym tego słowa znaczeniu, który w sposób niebanalny i bardzo wdzięczny traktuje o miłości.

10. Maria Tyszkiewicz – Ufam sobie

Dziesiątkę otwiera najlepszy polski debiut tego roku. Tytuł ten trafia do Marii Tyszkiewicz i jej albumu Ufam sobie, który jest moim największym tegorocznym „growerem”. Gdybym miał jakoś krótko opisać album, oprócz nowoczesności, powiedziałbym, że jest to od początku do końca bardzo ładnie napisany album, świetnie zaśpiewany, na którym znajdziemy wrażliwość, ale też charakterność. I choć właściwie każdym kolejnym singlem Maria Tyszkiewicz przykuwała moją uwagę, nie spodziewałem się, że jej debiutancki album będzie tak dobry, pełen dźwięcznego elektronicznego brzmienia, subtelnych beatów i intrygujących tekstów. RECENZJA

9. Rina Sawayama – SAWAYAMA

Po spojrzeniu na recenzje krytyków muzycznych, można powiedzieć, że Rina Sawayama to w świecie szeroko rozumianego popu najważniejsza tegoroczna debiutantka fonograficzna. Jej pierwszy self-titled album na Metacritic zdobył imponujące 89/100, a w przypadku rankingów najlepszych płyt roku znalazł się w zestawieniach większości najważniejszych redakcji. Nic dziwnego, debiutancka płyta Riny jest niezwykle intrygująca. Duża w tym zasługa brzmieniowej niejednoznaczności, w której możecie nie przepaść od razu, tak jak zdarzyło się to chociażby w moim przypadku. To artystka, która w swojej muzyce bez wątpienia nie podąża ze trendami i idzie pod prąd tego, co słyszymy w mainstreamie. Jest tutaj wyśmienity pop, mniej lub bardziej nietypowe r&b, a nawet nuty ostrzejszego rocka. Całość zaś zdaje się być pociągającą międzykulturową hybrydą. Jestem niezwykle ciekawy, z jakim skutkiem Rina Sawayama zda sprawdzian drugiego albumu, bo swoim debiutem podniosła poprzeczkę nadzwyczaj wysoko.

8. The Weeknd – After Hours

Pisząc o After Hours zastanawiałem się, czy album The Weeknd zniesie próbę czasu. Pod koniec roku, prawie dziewięć miesięcy po premierze, mogę powiedzieć, że się udało. Do poprzednich wydawnictw od The Weeknd nie pałałem wielką sympatią. Wybierałem poszczególne piosenki dla siebie, raczej nie przyswajałem całości. Uwielbiam False Alarm, pochodzące z ostatniej EP-ki Call Out My Name czy jeszcze wcześniejsze Often. Tutaj też nie wszystko zagrało, a w pewnych momentach brakowało wypatrywanych przeze mnie syntezatorów. Mimo wszystko to najbardziej spójny album artysty, muzycznie i brzmieniowo nostalgiczny, fascynujący wizualną otoczką (pisałem o tym w rankingu najlepszych teledysków), intrygujący występami live oraz zapadający w pamięci niepowtarzalnym wizerunkiem artysty. RECENZJA

7. Chloe x Halle – Ungodly Hour

O siostrach Chloe x Halle usłyszałem niechcący. Beyoncé udostępniła jeden z ich singli na swoim Instagramie, a skoro Beyoncé poleca, nie można nie sprawdzić. Tym bardziej byłem zdziwiony, gdy okazało się, że to już drugi album duetu, a siostry mają na koncie nominacje do Grammy. Lubię takie zrządzenia losu. Ungodly Hour to przesmaczne (!) r&b, w którym jest zarówno nowoczesność, jak i nostalgia. Singlowe Forgive Me w połączeniu z otwierającym album intro jest brzmieniem, którego nie powstydziłaby się w swojej dyskografii Aaliyah. Jednocześnie otrzymujemy nagrane we współpracy z Swae Lee i Mike WiLL Made-It Catch Up czy moje ulubione Busy Boy, które świetnie wpisują się w (i reprezentują) to, co modne i słuchane. Aż dziw bierze, że ich single tak niesłusznie przepadły na listach przebojów. Nawet na Billboardzie. Moje tegoroczne odkrycie „lepiej późno niż wcale”.

6. Magda Kluz – Akweny EP

Niegdyś połowa intrygującego, elektronicznego duetu SEALS. Kilka miesięcy temu pierwsza artystka ogłoszona w ramach projektu Fonobo Pitcher, odkrywającego młodych i zdolnych twórców. Piękno i wrażliwość to dwie główne cechy, które przychodzą mi na myśl po kolejnych spotkaniach z Akwenami. Skromnymi, ale zupełnie pochłaniającymi. Mnóstwo tutaj subtelności, dziewczyńskiego czaru, niezaprzeczalnego uroku, ale też kameralności. Od perfekcyjnego, niezwykle klimatycznego Zimno, po ostatnią Złość – pięć rewelacyjnych piosenek, składających się na kompletną zachwycającą całość. Teraz czekam na album. RECENZJA

5. Miley Cyrus – Plastic Hearts

O nowej płycie Miley Cyrus mówiło się od dłuższego czasu. Po nieszczęsnym powrocie do country, artystka odświeżyła swój stary, bardziej wyzywający wizerunek, jednocześnie stawiając na dojrzałość i samoświadomość. Nigdy nie usłyszymy projektu She Is Miley Cyrus, usłyszeliśmy za to album Plastic Hearts, który jest bez wątpienia najlepszą dotychczasową płytą w dyskografii Cyrus. Bardzo dobry to album, wyjątkowo spójny i świetnie zaśpiewany, bo nawet w wokalu artystka przekracza jakąś swoją dotychczasową brzmieniową granicę. Są tutaj małe perły, a album jako całość ciągle we mnie dojrzewa. Miley natomiast udowadnia nim, że jest jedna i wyjątkowa. Na taki wniosek o jej muzyce czekałem w zasadzie od zawsze. RECENZJA

4. Skott – Always Live For Always

Skandynawia dostarczyła nam w ostatnich latach kilka intrygujących nazwisk specjalizujących się w indie popie, niepozbawionym nuty progresywności oraz elektroniki. Spójrzmy chociażby na najpopularniejsze – niepowtarzalną Aurorę, dziewczęcą Sigrid czy zadziorną MØ. Pośród nich na specjalne miejsce zasługuje szwedzka Skott, debiutująca w tym roku albumem Always Live for Always, która – gdyby pobawić się w skojarzenia – mogłaby być genialną muzyczną córką Banks oraz Lorde. To rewelacyjny debiut, który pozostanie ze mną, jeżeli nie na zawsze, to na pewno na bardzo długą, przeciągającą się niemal w nieskończoność chwilę. Dark indie progresywny pop z elementami elektroniki? Brzmi skomplikowanie, ale ile w nim dobroci! RECENZJA

3. Dua Lipa – Future Nostalgia

Pierwsza trójka najlepszych płyt 2020 to też moja tegoroczna muzyczna trójca. Otwiera ją Dua Lipa ze swoim drugim albumem, który dostarczył WSZYSTKIEGO. Czy Future Nostalgia ma słabe momenty? Na upartego powiedziałbym, że byłoby to Cool, w które Dua Lipa mam wrażenie włożyła najwidoczniej za mało nostalgii. Czy cokolwiek to zmienia? Nie. Future Nostalgia jest w popowym światku muzycznym zupełnie wyjątkowa. Chce się jej słuchać, chce się do niej wracać, chce się przy niej tańczyć. I do tego doskonale brzmi. Dua Lipa zjadła wszystkich na śniadanie, wydając album czerpiący całymi garściami z tego, co już doskonale znamy, a jednocześnie ubrany w świeżość i paradoksalną niepowtarzalność. A po disco sięgnęło w tym roku sporo artystów, nikt jednak nie brzmiał w disco tak jak ona. 2020 w muzyce zagranicznej to Dua Lipa i kropka. RECENZJA

2. Rosalie. – IDeal

Jej debiutancki album Flashback był jedną z najświeższych rzeczy, jakie przed dwoma laty usłyszeliśmy w Polsce. Daleko było mi do zachwytów słuchaczy, choć znalazłem tam brzmienia, dzięki którym Rosalie. stała się (również dla mnie) postacią wyjątkową na polskiej scenie. Zmieniła wytwórnię i powróciła z drugim albumem IDeal, którym po raz kolejny udowodniła, że połączenie r&b, elektroniki i hip-hopu może brzmieć w Polsce dobrze. Choć to mało powiedziane. Nic nie jest tutaj wykalkulowane. Nic też nie wydaje się skrojone na miarę. Jednocześnie IDeal jest albumem bezbłędnym, przez który się płynie. Po dziewięciu miesiącach powiem, że idealnym. RECENZJA

1. Kasia Lins – Moja Wina

Kiedy myślę o tym albumie, do głowy przychodzi mi jedno właściwe określenie: arcydzieło. I najchętniej z tym określeniem bym Was zostawił, bo nieprzerwanie od maja nie mam ochoty dzielić się z nikim moimi emocjami, towarzyszącymi mi podczas słuchania Mojej Winy. Nie wiem, czy w ogóle potrafiłbym te emocje wyrazić. To ciągłe dreszcze przeszywające moje ciało, łączące się z poruszającym (za pierwszym razem do łez) zachwytem nad literackim i muzycznym pięknem. Całość skąpana jest w gęstej mistycznej atmosferze, w której zupełnie się przepada. Już dawno nie było na polskiej scenie muzycznej tak artystycznie spełnionego albumu. I obawiam się, że długo może jeszcze nie być.



Polub bloga na Facebooku