Najlepsze filmy 60. Krakowskiego Festiwalu Filmowego

A może nie najlepsze filmy Festiwalu, ale na pewno najciekawsze tytuły, które mojej skromnej personie udało się zobaczyć podczas tegorocznej, jubileuszowej edycji prestiżowego krakowskiego wydarzenia. W 2020 roku – zachłyśnięty od pewnego czasu polskim kinem, ale też zmuszony czasowym ograniczeniem – postanowiłem postawić przede wszystkim na „naszych młodych”. Kto spośród nich zachwycił?

Choć tęskno było za salami kinowymi (bo jednak ta bieganina ma swój urok), wybór przestrzeni internetowej jako alternatywnego miejsca dla Festiwalu był strzałem w dziesiątkę. Już same statystyki, podane podczas konferencji prasowej podsumowującej wydarzenie, robią wrażenie. Filmy pokazane w ramach festiwalowego tygodnia zgromadziły ponad 40 tysięcy miłośników kina, którzy obejrzeli dokumenty, krótkie metraże oraz animacje z całego świata. Po tak dużym sukcesie frekwencyjnym organizatorzy zdecydowali się nie rezygnować z platformy internetowej Festiwalu. Ta będzie powracać przy okazji niespodzianek, ale też kolejnych edycji wydarzenia, co jest świetnym rozwiązaniem, szczególnie dla osób, których wizyta w Krakowie może być utrudniona z przyczyn losowych. Poznaliśmy też datę przyszłorocznej edycji, która odbędzie się od 30 maja do 6 czerwca 2021 roku.

FESTIWALOWE REKOMENDACJE 

Wyróżnienie #1
Alicja i żabka
reż. Olga Bołądź

Byłem bardzo podekscytowany debiutem reżyserskim Olgi Bołądź. Po pierwsze, podejmowana przez nią problematyka ciąży‑wpadki oraz tematu aborcji. Po drugie, forma, w której oba dyskusyjne tematy zostały zamknięte. A jest to bez wątpienia forma wyjątkowa, wizualnie intrygująca, bardzo barwna, balansująca pomiędzy realnością i dozą jakiegoś surrealizmu (mam tu nie tylko na myśli jajko i spermę, czy trio pogromców, ale też przedziwną postać księdza). Jednocześnie historia przedstawiana przez Bołądź nie wychodzi poza ramy (nie)normalności ludzkich reakcji. Mamy tutaj odrzucenie przez rówieśników. Nie brakuje młodego ojca tchórza. Najciekawiej wybrzmiewa jednak motyw społecznej opresji, punktujący współczesną bolączkę – ciąża przestaje być elementem sfery prywatnej kobiety, trafiając do publicznego dyskursu, w którym każdy (KAŻDY) ma coś do powiedzenia na jej temat. Nie do końca satysfakcjonuje mnie zakończenie, ale formalnie jestem zachwycony. Choć po czasie zastanawiam się, jak ta forma opowiadania sprawdziłaby się w pełnym metrażu. Czy byłbym dalej tak zafascynowany, czy bardziej zmęczony jak po Wojnie polsko-ruskiej Żuławskiego?

Wyróżnienie #2
Kamień
reż. Bartosz Kozera

Jak się okazało, można nakręcić w Polsce zabawny komediodramat o sile marketingu, który nie będzie pozbawiony pazura i niewymuszonej lekkości. Tytułowy kamień staje się obiektem cudu. Najpierw zbyt pierwotny, obudowany odpowiednią historią, stanowiącą marketingową wartość dodaną, staje się przyszłym celem pielgrzymek wiernych z całego świata. Również tutaj nie do końca trafia do mnie zakończenie, w tym przypadku całego tego filmowego zamieszania wokół cudownego kamienia, ale ironiczny charakter całości wiele jest w stanie zrekompensować. Podobnie jak znakomite aktorstwo, w którym przodują świetna Katarzyna Herman, bardzo dobry Andrzej Walden czy znakomity Krzysztof Materna, wcielający się w Papieża Franciszka II.

5. We Have One Heart
reż. Katarzyna Warzecha

Piątkę (moich) najlepszych filmów 60. Krakowskiego Festiwalu Filmowego otwiera krótkometrażowa animacja We Have One Heart, która ujęła mnie przede wszystkim swoim niezaprzeczalnym urokiem. Jest to bowiem opowieść o miłości polskiej studentki i Irakijczyka, której efektem było wspólne dziecko. Jednak to nie w poszukiwaniu korzeni tkwi największa siła animacji, ale w przesympatycznej narracji, którą prowadzi mały bąbelek, będący przedstawicielem jeszcze kolejnego pokolenia. Przygląda się on międzykulturowej relacji babci i dziadka oraz swojemu ojcu wychowującemu się bez taty, zatrzymanego w Iraku. Lekkość i ciepło wręcz biją do tego filmu.

4. Ostatni rycerze prawej strony
reż. Michał Edelman

Choć moje poglądy polityczne (i najprawdopodobniej wszelakie inne również) bardzo odbiegają od przekonań portretowanych członków Brygady Łódzkiej ONR, dokument Ostatni rycerze prawej strony był niezwykle intrygującym filmowym doświadczeniem. Duża w tym zasługa reżyserskiej obiektywności (np. ja nie wiem, czy potrafiłbym w pewnych sytuacjach pozostać jedynie rejestratorem zdarzeń), gwarantującej poniekąd szczerość przekazu i kluczową bezstronność. Ważna wydaje się też możliwość spojrzenia na członków brygady niekoniecznie przez pryzmat ich zamaskowanych twarzy i wykrzykiwanych haseł, które znamy z mediów (choć tych też nie brakuje), ale ich drogi, prywatnych historii oraz wypowiadanych przyczyn dołączenia do ONR. Filmowy obraz pozbawiony jest uprzedzeń, ale jednocześnie nie wyklucza to niepokoju, który przynajmniej we mnie ten film wzbudził. Ale to jest znowu kwestia mojego osobistego spojrzenia, w którym męczy mnie nienawiść i pojawiające się w kwestii tego typu grup paradoksy. Wielkie brawa za odważne zakończenie.

3. Jestem tutaj
reż. Julia Orlik

Jestem tutaj! chciałaby krzyknąć bohaterka, ale nie jest w stanie poprosić nawet o szklankę wody. Nie może też wstać, bo choroba przykuła ją do łóżka i uzależniła od innych” – tak zaczyna się festiwalowy opis dzieła Julii Orlik i w zasadzie jest to jego najlepsze podsumowanie. Dość statyczny jak na animację, skupia swoją uwagę na leżącej na łóżku kobiecie, wokół której przewijają się bliscy. Kobieta choć momentami sprawia wrażenie nieobecnej, wszystko słyszy. Obserwujemy jej ataki bólu, jej delikatne reakcje, a gdy podsłuchujemy rozmów bliskich, krążących wokoło, właściwie przyjmujemy poniekąd jej pozycję – słuchacza, który nie może zareagować. Kiedy patrzyłem na główną bohaterkę, bardzo mocno czułem ten film. Tę bezradność. Cierpienie. Pozorną obecność. Bycie i jednoczesne niebycie. Animacja pełna emocji. Jestem tutaj (w pełni zasłużenie) otrzymało wyróżnienie w Konkursie polskim za film animowany.

2. Ostatnie dni lata
reż. Klaudia Kęska

To prawdziwa niespodzianka tegorocznego Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W zasadzie wybrana przez przypadek, a ostatecznie trzymająca w napięciu, zachwycająca realizacją (wyróżnione zdjęcia Kamila Małeckiego) oraz cudnym motywem muzycznym. Historia filmu zdaje się być dość prosta – Tosia (w tej roli wyróżniona Julia Kuzka, którą można było zobaczyć również we wcześniej wspominanej Alicji i żabce) jest świadkiem gwałtu na jednej z pracownic sezonowych, która jest jednocześnie jej przyjaciółką. Wie, że brutalnego czynu dokonał jej brat. Kluczowe dla całego filmu jest rozdarcie pomiędzy rodziną, stosującą zresztą wobec Tosi dość opresyjną retorykę, a prawdą. I to rozdarcie jest w zasadzie w Ostatnich dniach lata najmocniej oddziałujące. Bardzo dobre krótkometrażowe kino.

1. Sukienka
reż. Tadeusz Łysiak

Sukienka – mój festiwalowy numer jeden. Krótkometrażowa opowieść o Julii, która marzy o intymnej relacji z mężczyzną – o czułości i bliskości. Ależ dobra! Emocjonująca! Pełna reżyserskiej wrażliwości i szacunku do portretowanej bohaterki, jej emocji, często skrywanych pod skorupą „twardej babki”, oraz jej fizycznie niespełnionej kobiecości. Konfrontująca się również z problematyką fizycznej odmienności, niekiedy zupełnie niepotrzebnie determinującej nasze postrzeganie. Sukienka dostarcza również aktorsko. Zachwycająca jest Anna Dzieduszycka, genialnie (!) wcielająca się w główną, kontrastową bohaterkę, ale też partnerująca jej na ekranie, jej filmowa przyjaciółka, Dorota Pomykała. Szczerze nienawidzę natomiast Tadeusza Łysiaka za to, że chociaż od początku wiedziałem, do jakiego punktu zmierza ta historia, bezlitośnie pozwolił mi uwierzyć, że jednak Sukienka może skończyć się inaczej. Przez to jego film finalnie zabolał bardziej niż boleć powinien.

Nadal zastanawiam się, dlaczego Sukienka zakończyła Krakowski Festiwal Filmowy bez nagrody… Czekam na pełnometrażowy debiut, bo to może być KINO!

A WY CO DOBREGO WIDZIELIŚCIE PODCZAS KRAKOWSKIEGO FESTIWALU FILMOWEGO? PISZCIE W KOMENTARZACH!



Polub bloga na Facebooku