Hipsterski trans, czyli „Транс” Luny

Po raz pierwszy usłyszałem o niej, kiedy wraz z The Dumplings wystąpiła na Europejskim Stadionie Kultury. Po krótkim researchu, dowiedziałem się, że Kristina Gerasimova – znana jako Luna – określona została przez Vogue jedną z twarzy ukraińskiej rewolucji muzycznej. Sama zaś definiuje swoją twórczość jako „soulful pop”, mocno osadzony w stylistyce końca ubiegłego wieku. Tymczasem Транс – najnowszy album artystki – to intensywny tytułowy trans.

Luna nie jest debiutującą postacią na ukraińskiej scenie muzycznej. Na swoim koncie ma już cztery albumy (wydawane co roku), jej profile w mediach społecznościowych śledzą tysiące ludzi, a wiele spośród jej piosenek zdobyło dość sporą popularność wśród rosyjskojęzycznych słuchaczy. W Polsce usłyszeliśmy o niej przede wszystkim w tym roku – najpierw za sprawą wcześniej wspominanego duetu z The Dumplings, a ostatnio dzięki kolaboracji z White 2115, której efektem jest utwór Intruz, będący trzecią odsłoną kampanii #PUMATalents (na chwilę obecną teledysk do piosenki ma półtora miliona wyświetleń). Jej wczesne dokonania muzyczne dość mocno osadzone są w stylistyce lat 90., a już w szczególności towarzyszące im teledyski. Późniejsze dokonania Luny – z drugiej oraz trzeciej płyty – powoli zaczęły odchodzić od tamtej estetyki, wciąż pozostając w nurcie, idealnie wpisującym się we współczesne elektroniczne trendy. To muzyka nowoczesna, modna, hipsterska. Nie inaczej jest na czwartym Транс.

Pierwszym utworem artystki, który usłyszałem, było Free Love. Jeżeli ktoś chciałby spróbować czegoś sprzed Транс, podsuwam Wam podpowiedź! Świetne!

Nie inaczej, choć finalnie nieco inaczej. Ale to dobrze – dzięki temu Транс naprawdę zaskakuje, choć ze względu na swoją intensywność, bliżej finału już nieco męczy. Być może to też efekt tego, że końcówka przynosi dwa najsłabsze utwory na albumie, a mianowicie zupełnie nie pasujące do całości Пальмира (Palmyra), pod względem brzmienia starające się dać słuchaczowi miejsce na oddech, oraz zamykające płytę bezbarwne Звездочка (Star). I to chyba koniec jakichkolwiek narzekań, bo choć Транс nie jest specjalnie rewolucyjne, dostarcza kilku świetnych tajemniczych (nie tylko pod względem muzycznym, ale dla mnie przede wszystkim ze względu na obcy język) oraz tanecznych zarazem piosenek. Na ich czele stoi singlowe Дельфины (Dolphins), które na pewno namiesza w czołówce tegorocznych najlepszych. Uwielbiam w tej piosence każde wejście refrenu, a tego tłustego brzmienia nie jestem w stanie wyrzucić ze swojej głowy od czasu premiery singla. Rewelacyjne jest również otwarcie albumu, które stanowi zapadające mocno w pamięci Золотые лепестки (Golden Petals), podobnie jak następne, hipnotyzujące refrenem Лунные гипнозы (Moon Hypnoses). Bardzo dobrze brzmi trochę wolniejsze trzecie Подружка (Girlfriend), czy kolejne Сиреневый Рай (Lilac Paradise), które wcześniej promowało album i dużo zyskało będąc jego częścią, zamiast osobnym singlem promocyjnym. Żadna piosenka jednak nie prezentuje takiego poziomu, jaki osiąga znakomite Дельфины. Zbliża się do niego jedynie ponad pięciominutowe Разные правила (Different Rules), ale to wciąż jednak „delfiny” są moim apogeum zachwytu na tym albumie.

Luna i jej Транс zaspokoili moje pragnienia na jednocześnie intensywną i przebojową elektronikę, w której język ukraiński zdaje się wisienką, jeszcze mocniej podkreślającą wyjątkowość albumu. Język w muzyce przez Polaków raczej nie lubiany, proszę, niech Was nie zraża. Транс to szansa na przekroczenie swoich muzycznych granic i wyjście poza językową strefę komfortu, a jednocześnie możliwość na dopisanie bardzo dobrego, spójnego albumu do swojej listy i poznanie Luny, której artystyczna droga – krótka, acz intensywna – jest niezwykle ciekawa.

Ostatni raz, gdy zasłuchiwałem się aż tak w artyście ze Wschodu, byłem kilkanaście lat młodszy i nie szukałem intensywnych wrażeń. Ale chyba każdy powie, że t.A.T.u. było super!



Polub bloga na Facebooku