„Gorący temat” | #girl bez power

Styczeń to kluczowy miesiąc dla przedoscarowej gorączki, w którym kolejne nominowane filmy piętrzą się w kinowych repertuarach. Wśród nich jest Gorący temat, który ma aż trzy szanse na złotą statuetkę – za charakteryzacje oraz za dwie kreacje aktorskie. I to chyba jedyne rzeczy, które faktycznie można byłoby w tym filmie wyróżnić, bo o ile podejmowanie problematyki molestowania kobiet jest ważne, o tyle proszę, nie róbmy tego w ten sposób.

Stacja The Fox News to jedna z największych telewizji informacyjnych w USA. Praca w niej otwiera drzwi do wielkiej dziennikarskiej kariery i równie wielkich pieniędzy. Żeby ją dostać i utrzymać, a potem wspiąć się po szczeblach kariery trzeba zadowolić jej twórcę i despotycznego szefa Rogera Ailesa. W przypadku kobiet pracujących w stacji, słowo „zadowolić” ma bardzo dosłowne znaczenie. Zaczyna się od niewybrednych żartów, aluzji, a kończy na erotycznych propozycjach nie do odrzucenia. Ten stan rzeczy trwa przez lata, a dziennikarki stacji przechodzą koszmar. Odmowa obcowania z Ailesem grozi nie tylko zastopowaniem kariery, ale wyrzuceniem z pracy i wilczym biletem na rynku. Trzy kobiety będące na różnych szczeblach medialnej drabiny znajdują w sobie siłę, by wreszcie powiedzieć DOŚĆ. Jednak Ailes nie zamierza się poddać bez walki. Dysponuje wielką władzą, fortuną i kontaktami na politycznych szczytach. Nikt jeszcze się nie spodziewa, że ta konfrontacja zadecyduje o losie milionów kobiet na całym świecie. (opis dystrybutora)

Jako że z moim angielskim jest jak jest, dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że „bombshell” (oryginalny tytuł filmu) to jednocześnie bomba/sensacja oraz atrakcyjna kobieta. Podoba mi się ta dwuznaczność!

Gorący temat miał ambicje, by być kinem ważnym. Szczególnie biorąc pod uwagę otaczającą nas rzeczywistość, w której problematyka molestowania seksualnego kobiet jest bardzo aktualna i wciąż szeroko komentowana. Tym, co bez wątpienia udaje się Gorącemu tematowi, jest przedostanie podejmowanego wątku do mainstreamu i podkreślenie obecności problemu we współczesnym świecie. Inną kwestią jest to, czy film faktycznie jest ważnym głosem w dyskusji. Bo – ku mojemu rozczarowaniu – wydaje mi się, że niestety nie. Do tego stopnia, że tak błahego potraktowania problemu molestowania oraz w ogóle sytuacji kobiet w miejscach pracy, szczególnie po akcji #metoo, się nie spodziewałem. Nawet po kinie – bądź, co bądź – bardziej ukierunkowanym na rozrywkę. Reżyser przedstawia mechanizmy wewnątrz firmy, ale również te dotyczące relacji na linii szef-podwładny. Mówi o bardzo szeroko rozumianej lojalności pracowników. Nie szczędzi seksistowskich odzywek, które mocno podkreślają problem, oraz zaznacza kwestię telewizyjnej seksualizacji ciała kobiety. Niewiele jednak z tego wynika, a twórcy bardziej próbują nam historię wyłożyć, niż sprowokować do współuczestnictwa i przeżywania.

Gdy myślę o problemie molestowania kobiet, otwiera mi się w kieszeni przysłowiowy nóż. Trudno mi uwierzyć, że wciąż dochodzi do takich sytuacji. Kuriozum! A jak się okazuje, dochodzi, i to częściej niż moglibyśmy się tego spodziewać. Zresztą w miejscach, o których nawet byśmy nie pomyśleli, czego dowodem jest chociażby historia wielkiego Fox News, poruszona w Gorącym temacie. Oczekiwałem od niego nuty #girlpower, nawoływania do zjednoczenia kobiet, ale też feministycznego pazura, nawet niekoniecznie wyłamującego się hasłom obecnym w kulturze popularnej. To wszystko wciąż w dawce, którą mogłoby przeżyć kino rozrywkowe. Każdej z tych rzeczy u Jaya Roacha brakuje. Brakuje też sympatii dla bohaterek, a to w zasadzie one trzymają ten film na swoich barkach.

Mały spoiler. Do tego stopnia, że mam ochotę podsumować niekiedy ten film słowami „były sobie molestowane kobiety i wygrały”. W kontekście takiego tematu brzmi to BARDZO okrutnie, ale trochę taki jest Gorący temat. Nawet ten kobiecy triumf nie jest w stanie usatysfakcjonować.

Te bohaterki to przede wszystkim znakomite aktorki. Charlize Theron w głównej roli jest dla mnie nie do poznania i kiedy pojawiła się na ekranie, objaśniając zasady i podziały panujące w Fox, przez cały czas zastanawiałem się, czy to jest na pewno ona. Piękna transformacja, ale też bardzo silna rola. Na przeciwnym biegunie znajduje się świetna kreacja Margot Robbie – elokwentna, ale też przepełniona seksapilem i wdziękiem. To do niej należą dwie najmocniejsze sceny w tym filmie – spotkanie z Ailesem i telefoniczna rozmowa z przyjaciółką. Gdzieś w ich tle mamy nieco stonowaną Nicole Kidman w roli Gretchen Carlson, której zdarza się niekiedy delikatnie irytować dziwną manierą. Chociaż konfrontacja z Kaylą jest rewelacyjna. Gdy Theron, Kidman i Robbie spotykają się w windzie, doświadczamy przesytu aktorskiej znakomitości na tych kilku metrach kwadratowych.

Gorący temat jest trochę właśnie jak ten tytuł. Molestowanie kobiet w Foxie jest u Jaya Roacha bardziej sensacją i klikalnym nagłówkiem niż faktycznym problemem, który warto zgłębić. Szkoda, bo zamiast opowieści z feministycznym zacięciem, otrzymujemy prawie dwugodzinny suchy news, z którego niewiele jesteśmy wziąć dla siebie. Nie wiem, jak można zrobić film o tak ważnym temacie, który jednocześnie pozostawia tak nieprzyjemnie obojętnym.

Dla mnie osobiście to była nieprzyjemna obojętność.

foto: Hilary B Gayle



Polub bloga na Facebooku