Głodne dusze zasypiają głodne | „Nieumiarkowania” Króla

W ubiegłym roku, z kilkumiesięcznym opóźnieniem, zachwyciłem się albumem Przewijanie na podglądzie. Przeżycia, których dostarczała (i wciąż dostarcza) ta płyta, są zupełnie niepowtarzalne. Nieumiarkowania – nowe wydawnictwo Króla – są właśnie takie nieumiarkowane. Wywołują we mnie dwie wspaniałe skrajności. Z jednej strony przeżywam, z drugiej trochę tańczę.

(W ogóle to jest miejsce na zabawną wspominajkę, jak w ubiegłym roku tworzyłem ranking najlepszych płyt, wrzucając Przewijanie na podglądzie na wysokie siódme miejsce, nazywając je jednocześnie Przewijaniem na podsłuchu. Do tej pory zastanawiam się: dlaczego?)

Wrzesień jest miesiącem schyłkowym – powoli zapominamy o wakacyjnej promienności, a jesienna melancholia delikatnie puka do naszego życia. Nieumiarkowania idealnie odpowiadają temu momentowi. Brzmieniowo otrzymujemy dawkę muzyki, do której możemy się nieśmiało poruszać (lub potupać nóżką, jak kto woli), a jednocześnie Król wysyła w naszą stronę dawkę pełnych emocji tekstów. I gdzieś w tym indywidualnym pląsaniu do retro dźwięków, faktycznie na moment się zatrzymujemy. Jak na przykład w piosence Pierwszy i ostatni, kiedy artysta śpiewa „gdybym cię wczoraj spotkał, to pewnie bym Cię…” niespodziewanie stopuje nas słowo „zabił”. Po przesłuchaniu Drugiej pomocy ciągle w głowie rozbrzmiewa „a Ty bądź dla niej/mnie miły” i myślimy. W Okazało się hipnotyzują znowu „zaśniesz lekko / zapomnisz szybko”. W ogóle Króla moglibyśmy nie tylko słuchać, ale też czytać. Wtedy już nie byłoby retro pląsu, ale pełna emocji lektura. Jednak przeżywanie połączone z tańcem jest wspanialsze. Wydaje się kompletniejsze. Ponownie użyję tego słowa – niepowtarzalne. A może to właśnie Król jest niepowtarzalny? Może właśnie on?

Choć Nieumiarkowania nie mają słabego momentu, moim ulubionym są zdecydowanie Głodne dusze. To najmocniej zapadający w pamięci refren na tym albumie. Nie jest to raczej kwestia jego chwytliwości, ale bezpretensjonalnego uroku, który już na samym początku płyty (jako refren numer dwa na trackliście), właściwie mi ją „zrobił”. Dalej nie było ani trochę gorzej (a wcześniej była jeszcze Godzina piętnasta i ciemno, też dobra!). Druga pomoc zdaje się idealnym wyborem na singiel promujący płytę, a animowany teledysk do niej wizualnie mocno zapisuje się w pamięci. Dobry singlowy wybór to również ostrzejsze w refrenach Te smaki i zapachy, które już chwilę przed premierą płyty okupowały czołówkę Listy Przebojów Trójki, ostatecznie trafiając w dzień premiery na sam szczyt. Najbardziej wyrazista zaś jest zamykająca Nieumiarkowania ostatnia Gula, gdzie początkowo usłyszałem trochę Gliniarza z Beverly Hills. Pisząc to, szczerze się uśmiecham, ale tak było.

Po poprzednim albumie byłem bardzo głodny kolejnych emocji od Króla i tym albumem się naprawdę najadłem. Idąc za tekstem Głodnych dusz, nie zasypiam głodny. Ale też nie czuje się przesycony. Po dziewięciu piosenkach, składających się na rewelacyjny, bardzo spójny album, chciałoby się więcej, i więcej. Piątek trzynastego, czyli – przesądnie patrząc – najbardziej pechowy z możliwych dni, w którym Nieumiarkowania miały swoją premierę, na pewno nie jest pechowy. Ani dla Króla, ani dla słuchaczy. Osobiście, bardzo potrzebowałem tej płyty.