„Future Nostalgia” Dua Lipa | W rytmie disco

Od kiedy Dua Lipa pojawiła się na popowej scenie muzycznej, w jej karierze wydarzyło się sporo. Wydała ciepło przyjęty debiut, zaliczyła trzy duże przeboje, a potem podjęła się współprac, które miały bezpośredni wpływ na to, co zaprezentowała na płycie numer dwa. Krytycy są praktycznie jednogłośni – Future Nostalgia to czołowy kandydat do tytułu popowego albumu roku.

Mogła nagrać album podobny do tego debiutanckiego, zaliczyć następne przeboje na miarę New Rules, którego swego czasu słuchał cały świat, i święcić kolejne sukcesy. Wybrała zwrot ku disco, który okazał się kluczem do sukcesu. Tak, w ogóle nie zamierzam wychylać się z zachwytów. Future Nostalgia to jakieś trzydzieści lat muzyki disco zamknięte na jednym, bardzo spójnym albumie, z którego wylewają się taneczne przeboje, budzące najróżniejsze skojarzenia. Nie spodziewajcie jednak podstarzałych dźwięków – w końcu nostalgia artystki jest jak najbardziej future, a choć Dua Lipa czerpie całymi garściami z przeszłości, jest nowoczesna i niezwykle pewna siebie. Zapomnijcie o koncertowych nagraniach z niefortunnymi tańcami artystki.

Występem na MTV European Music Awards zamknęła wszystkim usta. Mi też.

Wszystko zaczęło się od znakomitego Don’t Start Now, które zdominowało końcówkę ubiegłego roku, wdrapując się na szóste miejsce najlepszych piosenek 2019 roku. Dua Lipa w nową muzyczną erę wjechała z impetem, pokazując pazur, seksapil, ale też przebojowość, którą – oprócz disco – wybrałbym na cechę charakterystyczną jej nowego albumu. Złudzeń nie pozostawiły też kolejne tytułowe Future Nostalgia, kapitalne Physical oraz wypuszczone dzień przed premierą płyty Break My Heart. Przebój za przebojem, niepoprawny taniec za niepoprawnym tańcem, a wciąż pełen muzyczny koloryt. Bo choć Dua Lipa nieustannie kręci się tutaj wokół dyskotekowej srebrnej kuli, retro czterokołowych wrotek i disco, muzycznie dzieje się wbrew pozorom naprawdę dużo.

Dua Lipa zawsze miała szczęście do dobrych teledysków. Uwielbiam Blow Your Mind, które wygląda niczym kampania reklamowa jakiejś drogiej marki ubraniowej, zachwycam się za każdym razem New Rules, które niesamowicie portretuje #girlpower, ale też IDGAF – za stylistykę i walkę dwóch kobiet zamkniętych w jednej. Ale to co się wydarzyło przy okazji clipów do Physical i Break My Heart przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Przepych, realizacja, montaż i ona – wszystko wspaniałe!

Future Nostalgia, czyli pobawmy się trochę w skojarzenia. Kiedy w znakomitym, najbardziej retro Love Again Dua Lipa śpiewa „touch me”, aż chce się krzyknąć jak Samantha Fox „touch me, I want to feel your body”. W niebezpiecznie tanecznym Hallucinate słyszę znowu Kylie Minogue, choć moim pierwszym skojarzeniem była Edyta Górniak i jej międzynarodowe Impossible. Tak patriotycznie. Na mojego ulubieńca szybko wyrosło jednak Pretty Please, w którym gitara basowa pięknie łączy się z syntezatorami. A ten refren, z intensywnym bitem i zmysłowym głosem artystki, jest bezbłędny. Hitem dyskotek w latach 80. mogłoby być porywające do tańca Levitating, zaś Good In Bed królowałoby w rozgłośniach radiowych na początku tego wieku. Bąbelek pękający w refrenie jest przecudowny. Podobnie w czasie do Good In Bed umiejscowiłbym też Cool, którego nie powstydziłaby się Charli XCX, która w końcu chciałaby „back to 1999”. Zakończenie Future Nostalgii to ballada, w której Dua Lipa wymownie śpiewa, że „boys will be boys, but girls will be women”. Bo generalnie na tym albumie są chłopcy, miłostki, złamane serduszka, ale też dużo silnej kobiecości.

Czy Future Nostalgia ma słabe momenty? Na upartego powiedziałbym, że byłoby to Cool, w które Dua Lipa mam wrażenie włożyła najwidoczniej za mało nostalgii. Czy cokolwiek to zmienia? Nie. Future Nostalgia jest w popowym światku muzycznym zupełnie wyjątkowa. Chce się jej słuchać, chce się do niej wracać, chce się przy niej tańczyć. I do tego doskonale brzmi. Na miejscu Lady Gagi miałbym pewne obawy, czy aby jej nowy taneczny album zaskarbi sobie aż taką uwagę, szczególnie, że Stupid Love brzmi jak fajny, choć nieco odgrzewany kotlet rodem z Born This Way.



Polub bloga na Facebooku