„Czerwony SUV” Stach Bukowski | Saint-Tropez na Mazurach

Na żaden debiutancki album na polskiej scenie muzycznej nie czekałem w tym roku tak bardzo, jak właśnie na pierwszą płytę energicznego trio Stach Bukowski. Podjechał po nas Czerwony SUV, a jego właściciele zapraszają nas w podróż przez rock’n’rollowe dźwięki. Wsiadamy i ruszamy, kołysząc głową w rytm.

Kiedy myślę o zespole Stach Bukowski, za każdym razem pierwszymi określeniami przychodzącymi mi do głowy są beztroska i młodzieńczość. W tych kategoriach pisałem o trójce muzyków zarówno w kontekście młodej muzyki, jak i najlepszych piosenek ubiegłego roku, wśród których pojawił się ich debiutancki singiel Lew. Moje skojarzenia nie zmienią się też za sprawą płyty Czerwony SUV, która pełna jest kolorów (nie mówiąc już o wersji fizycznej albumu), dobrej zabawy, ale też energii, którą nie sposób się nie zarazić. Jest tam również mnóstwo słońca/ lata. I choć tytuł jednego z utworów wyrzuca nas myślami wprost do francuskiego Saint Tropez, osobiście bardziej pomyślałem o gorącym dniu nad którymś mazurskim jeziorem. Najlepiej nieco odosobnionym, z wieczornym ogniskiem, paczką znajomych, gdzie Czerwony SUV mógłby być soundtrackiem. Dodajmy – soundtrackiem idealnym. O tak, żywe Saint-Tropez na Mazurach… Wyrzućmy tylko z tej wizji komary i będzie wspaniale!

Te Mazury to by się w sumie zgadzały, bo Stach Bukowski to olsztyński zespół. Już wiem dlaczego, to właśnie tam pojechałem „czerwonym SUVem”.

Najbardziej wypatrywany przeze mnie debiut tego roku bez wątpienia spełnia oczekiwania, a Stach Bukowski dostarcza tego, czego mogliśmy się spodziewać po piosenkach promujących wydawnictwo – od porażającego energią Lwa, do którego spośród singli wciąż wracam najczęściej, przez mocniejsze Pif-Paf, po spokojniejszy Los, niezmiennie zachwycający gitarową solówką. Ten ostatni jest jednym z nielicznych momentów odpoczynku od dynamicznego rockowego brzmienia. Inna chwilą wytchnienia jest znakomicie napisany Ostatni raz, w którym najprościej w świecie zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Obok niego postawiłbym nieco mocniejsze Chore sny z genialnym refrenem. W kontraście do nich mamy tytułowego Czerwonego SUVa, który jest energicznym uderzeniem na samo otwarcie albumu, a jego gitarowe intro jest elektryzujące. Podobnie jest z trzecim Jesteś jak, które byłoby jedyną piosenką, której przy wieczornym ognisku na Mazurach bym nie puścił. To zdecydowanie piosenka na dzień następny.

Przypomniały mi się właśnie filmiki z LEGO na instatory sprzed premiery płyty. To było bardzo urocze i liczę po cichu na kontynuacje. W ogóle instastory zespołu to jest coś, co warto obserwować!

Stach Bukowski zalicza też na swoim debiucie ciekawe współprace, spośród których najciekawszy jest ten z Kwiatem Jabłoni. Duet (a już w szczególności jego połówka – Kasia) nieśmiało kradnie Stanisławowi jego własną Noc, nadając jej wokalnej zadziorności. Bardzo dobrze brzmi też rozpoczynające się spokojnie Na pewno, nagrane z Dawidem Mędrzakiem, wokalistą zespołu Sonbird. Na zakończenie, Stach Bukowski mówi nam „do zobaczenia, na razie”, ale czas muzycznego rozstania w tym przypadku nie będzie długi. Szczególnie, że jeżeli nie słuchamy Czerwonego SUVa na ciągłym „ripicie”, to na pewno szybko i chętnie do niego wracamy. To bardzo przebojowy album, który oprócz nienagannych muzycznych wrażeń, dostarcza też mnóstwo przyjemności.

foto: mtj.pl



Polub bloga na Facebooku