BLOGOWY RESET

Nowy blog, nowe media społecznościowe, stary ja. Ale mam nadzieję, że dużo bardziej regularny. W końcu blogowy reset jest przede wszystkim rodzajem wyzwania, w którym chciałbym pisać więcej i – co chyba w tym wszystkim najważniejsze – czerpać z tego jeszcze więcej przyjemności. Te wszystkie nowości – blog, facebooki, instagramy – to jedynie pretekst do tego, żeby dać sobie szansę. A rozpoczęcie od nowa, na tyle, na ile możliwe było rozpoczęcie od nowa, wydało się konieczne.

Zapytacie, dlaczego? Odpowiem. Chwilę mi to zajęło zanim zdałem sobie sprawę, że nigdy nie będę krytykiem, i chyba nie chcę być. Silenie się na mądre słowa – mam wrażenie, że wtedy się tego ode mnie wymaga. Całe O szeroko pojętej kulturze było właśnie takim „muszę”. Niekoniecznie udawaniem, ale jakąś formą, w której zacząłem się dusić – formą kogoś, kim chciałem być, ale nie będę. Brzmi poważnie, trochę ironicznie się uśmiecham, ale serio. Ostatecznie tematyka się nie zmienia. Tak, wciąż będę tutaj opisywał swoje wrażenia ze spotkań z szeroko pojętą kulturą, ale chciałbym być przede wszystkim widzem, słuchaczem, czytelnikiem, który może Wam coś polecić, albo przed czymś Was przestrzec, bardziej jako internetowy znajomy/kolega. Tak bym chciał, i mam nadzieję, że tak będzie. Powiedzmy, że Technikolorowy to też kolorowy towarzysz mojego poszukiwania swojej drogi i odkrywania przyszłości, która niesamowicie mnie ciekawi, ale też niesamowicie przeraża.

Przypomniałem sobie o niej, spociły mi się ręce. Mój komentarz na to: „XD”.
Jedyny odpowiedni komentarz.

Raczej nie będzie tutaj minimalistycznie. Wolę kolory, stąd w logo grający kontrastami ostry żółty i ciemny granat, którym towarzyszy hologramowe srebro. Retro telewizor odpowiada mojej sympatii do stylistyki ostatnich dziesięcioleci ubiegłego wieku, ale też odpowiada kulturze, o której wciąż będę pisał, bo nie wyobrażam sobie nie pisać. A technikolorowy to przejaskrawiony, przesycony. Taki trochę chyba ja.

Mam nadzieję, że tutaj też ze mną będziecie!
Dziękuję za każdego/każdą z Was!

Tymczasem jadę do Gdyni, i słucham sobie Margaret i jej Gaja Hornby.
I powtarzam sobie „wiem sam czego chcę, i nic nie muszę / lubię się, lubię”.



Polub bloga na Facebooku