„Zawsze lubiłam pop” | Agata Gołemberska | WYWIAD #02

Wrzesień tego roku przyniósł debiutancką EP-kę Agaty Gołemberskiej Pryzmat, wydaną w ramach projektu My Name Is New Kayaxu, skierowanego do młodych artystów. To wielogatunkowe połączenie, w którym słychać echa poprzednich muzycznych dekad, które można określić mianem vintage inspiracji. Z artystką porozmawiałem o jej debiutanckim wydawnictwie, popie i planach. A Wy koniecznie odpalajcie Pryzmat i czytajcie!

Zagłosuj na Vegas na blogowej liście przebojów!

Wracasz myślami do The Voice of Poland? Minęły już chyba cztery lata od Twojego udziału w programie.

Tak, to już będą ze cztery lata. Wracam ostatnio przy okazji rozmów w kontekście płyty. Oczywiście to rozumiem, bo to całkiem ciekawy wątek w moim życiu. Ale nie, ja osobiście do programu już nie wracam. Nie rozpatruję i nie roztrząsam tamtego czasu.

Ale z perspektywy lat możesz powiedzieć, że było to coś wartościowego na Twojej ścieżce? Wiadomo, że obecnie jesteś na zupełnie innym etapie. Wydałaś teraz EP-kę, co jest bardzo ważnym momentem w karierze.

Ale kurczę, to jest chyba trochę kary godne – tylko EP-kę po czterech latach od udziału w programie?

Czy ja wiem?

No trochę rzeczywiście mi zeszło. Ale tak na dobrą sprawę prace nad EP-ką trwały tak plus minus rok. Wszystko, co wydarzało się przed nią, było taką naprawdę długą rozbiegówką, żeby poszukać siebie w muzyce i żebym mogła być pewna tego, co chcę, by na tej płycie się wydarzyło.

Co do programu? Dał mi dosyć sporo w takiej nie do końca oczywistej postaci. Na początku dostarczył przede wszystkim zawodu, bo dość szybko odpadłam, na etapie nokautów. Był niedosyt, ale bardzo dobrze, że pozostał on takim niedosytem, bo dzięki temu narodził się we mnie głód pracy. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z kierunku, w jakim chciałabym zmierzać. Oczywiście od tamtego momentu było dużo do zrobienia. Wielu rzeczy musiałam się nauczyć. I w końcu to wszystko zmaterializowało się w postaci EP.

Rok 2021 – pojawia się singiel Uda się w ramach projektu My Name Is New Kayaxu. Jak doszło do tej współpracy?

Do My Name Is New zgłaszałam się dużo wcześniej, bodajże w 2019 roku. Wysłałam wówczas singiel, ale tej współpracy nie udało się nawiązać. Zawsze się śmieję, że moje CV pewnie leżało gdzieś w szufladzie i czekało, bo po prostu któregoś dnia to ja dostałam ze strony My Name Is New zaczepkę w stylu: „Hej, co tam robisz obecnie za muzę? Czym się zajmujesz? Może masz coś do podesłania?”. Wtedy właśnie podrzuciłam im Uda się i tak to się wszystko potoczyło do przodu.

To miała być jednorazowa „akcja”? Czy od razu był zamiar, że tych singli wydanych w ramach My Name Is New będzie więcej? Zresztą przecież cała Twoja debiutancka EP-ka została wydana w ramach projektu.

Gdy wydawaliśmy Uda się, kilka kolejnych piosenek było na etapie szkiców. Materiał powoli się budował. Tak naprawdę skomponowaliśmy tych piosenek więcej. Wiele z nich finalnie na EP nie weszło, bo nie pasowały nam do koncepcji. Proces ich tworzenia zatrzymał się na etapie pomysłów czy szkieletów. Ale na tym to polega. Czasami tak jest, że materiału powstaje dużo więcej niż finalnie słyszymy na płycie. Na początku jeszcze trochę szukaliśmy. Sprawdzaliśmy, co będzie najlepszą opcją i później dopiero powoli decydowaliśmy się na wydawanie kolejnych singli w ramach My Name Is New.

Mówisz, że prace nad EP trwały plus minus rok. Piosenka Pryzmat – zresztą moja ulubiona – pojawiła się na YouTubie już w 2019 roku. Na ile ten materiał jest jeszcze dla Ciebie aktualny?

To ja się najpierw trochę wytłumaczę. Pryzmat jest jedynym numerem, który jest aż tak odległy. Przez długi czas w ogóle nie brałam go pod uwagę. Myślałam sobie: „nie no, spoko, fajny kawałek, lubię go”, ale na początku musiałam przekonać samą siebie, że on też pasuje mi do tej EP-ki. Może nie miał jakiejś powalającej liczby wyświetleń na YouTubie, ale dostawałam bardzo pozytywny feedback od osób, które słuchały tego numeru. Stwierdziłam, że skoro ten feedback był taki fajny wtedy, to może teraz, gdy wrzucimy go na EP, będzie podobny. Bardzo szybko to ewoluowało. Zrobiliśmy nowy master tego utworu i w dodatku stał się piosenką tytułową. Ten Pryzmat jakoś tak sam się wplótł w tę historię i osobiście bardzo się cieszę, że tak się stało. Fajnie, że ktoś zaczął mnie do tego przekonywać i że ja ostatecznie dałam się do tego namówić.

Jeżeli chodzi o aktualność, to mogę powiedzieć, że jest dla mnie aktualna. Życzyłabym sobie, żeby praca nad EP szła rzeczywiście trochę szybciej, przez co możliwe, że ten materiał byłby gatunkowo trochę bliżej siebie. Totalnie jednak nie żałuję, że wyszło jak wyszło, bo jest to jakaś część mnie z przestrzeni tego roku. Nie wiem, czy to długo, czy krótko na stworzenie EP, bo zrobiłam to po raz pierwszy. To nie jest też tak, że ja się z miesiąca na miesiąc ciągle zmieniam i dzisiaj jestem artystką soulową, jutro R&B, a pojutrze muzyki klubowej. To są po prostu gatunki, które się w ciągu tego roku przeze mnie przewijały i przeplatały.

Zatem czym dla Ciebie jest Pryzmat i o czym opowiada?

Na pewno symboliczny jest dla mnie tytuł. Długo szukałam nazwy, która by to wszystko spajała w całość, co przy rozstrzale gatunkowym nie jest wcale łatwą rzeczą. Chociaż mam głęboką nadzieję, że ta EP-ka jest mimo wszystko spójna. Sama płyta jest takim pryzmatem, przez który przepuszczam wiązkę swojego głosu i on się rozszczepia na różne obszary w muzie, które mnie jarają. Dlatego też z jednej strony traktuję tę płytę użytkowo dla swojego głosu. Płyta użytkowa (śmiech).

EP opowiada z grubsza o różnych relacjach. To zresztą całkiem zabawne, bo jak człowiek pisze, to w ogóle się nie zastanawia, o czym „ta płyta” mówi i to dopiero wychodzi w zasadzie na samym końcu. Dużo jest na pewno w tych opowieściach relacji romantycznych. Jest tam też trochę o relacjach takich po prostu z drugim, bliskim człowiekiem, który liczy na nasze wsparcie, a my chcemy mu to wsparcie dać i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Tak jest w przypadku piosenki Uda się. Pisałam zresztą ten utwór w momencie, kiedy z dnia na dzień wybuchała pandemia. Dopiero po miesiącu czy dwóch nabrał on dla mnie zupełnie innego znaczenia. Okazało się, że nie jest to tylko piosenka, którą napisałam tak dla siebie, żeby pewne rzeczy sobie poukładać. Mam szczerą nadzieję, że stała się też przesłaniem dla słuchaczy, którzy być może potrzebowali jakiegoś wsparcia w pandemicznym okresie i jakąś jego cząstkę znaleźli właśnie w tej piosence.

Przyznam bardzo osobiście, że to była dobra piosenka na ten moment pod względem jej energii. Miała w sobie takie niezdefiniowane „coś”, że w całej tej pandemii, w której przytłaczały nas zewsząd smutne newsy, muzyka, w którą wpisało się chociażby Uda się, była właśnie taką iskierką nadziei na lepsze jutro w tym wszystkim, co nas otaczało.

Bardzo chciałam, żeby ta piosenka niosła dokładnie taką emocję ze sobą i cieszę się, że udało się tę iskierkę puścić. Poza relacjami, które się na tej płycie przewijają, jest jeszcze Pryzmat – drugi wyjątek. To piosenka o marzeniach i momencie, który nas definiuje i naznacza naszą drogę, którą będziemy podążać w życiu. Chwili, w której jesteśmy jeszcze dziećmi, ale mamy już jakieś wyobrażenie siebie w przyszłości. Niektórzy bardzo wcześnie odnajdują swoje predyspozycje. Tak było chociażby w moim przypadku, bo marzenie bycia piosenkarką było ze mną w zasadzie od zawsze. Myślę, że czasami warto wrócić do korzeni tego, co robimy, i przypomnieć sobie ten pryzmat, przez który filtrujemy wszystko, co nas później w życiu spotyka.

Wspomniałaś wcześniej o spójności. Pomimo tej różnorodności, dla mnie Pryzmat jest jak najbardziej spójnym albumem. Ułożyłem sobie trzy elementy, które ten album spalają. Po pierwsze, twój charakterystyczny głos. Dla Ciebie przepuszczony przez ten tytułowy pryzmat, dla mnie nadający twoim piosenkom charakterności. Drugą taką cechą jest dla mnie vintage pop, którego przedsmakiem było już pierwsze Uda się. Czy ta muzyka vintage to jest coś, co gra w duszy Agacie Gołemberskiej?

Tak, to zdecydowanie coś, co gra w mojej duszy, chociaż lubię dobrą muzę niezależnie od tego, kiedy została ona wypuszczona. A że dużo dobrej muzyki powstało w poprzednich dekadach, po prostu sięgam i grzebię. Wsiadam w mój wehikuł czasu i podróżuje sobie to w lata 80., to w 90. Może to śmieszne, co powiem, ale kiedyś uważałam, że określenie piosenkarka jest trochę uwłaczające i wolałam nazywać się wokalistką. Dotarło jednak do mnie, że nie – ja chciałam właśnie być piosenkarką. Nie coś tam robić z tym wokalem, tylko pisać i śpiewać piosenki. Mam wrażenie, że ja tym wracaniem do zeszłych dekad, chcę sobie odbić to, że nie byłam piosenkarką, kiedy tę, współcześnie vintage, muzę się robiło. Przez długi czas mi się wydawało, że pop będzie do końca świata brzmiał właśnie tak (śmiech). Dlatego być może tak chętnie wracam w te obszary muzyczne. To trochę taka podróż sentymentalna. Czuję, że gdzieś mnie ten trop wyprowadzi, ale jeszcze nie do końca wiem, w którą stronę to pójdzie. Na pewno chętnie będę sięgać po inspiracje z tamtych dekad, bo w muzyce działo się wówczas bardzo dużo fajnych rzeczy.  

Szczególnie, że teraz te lata 80. w muzyce przeżywają swoją drugą młodość. Wystarczy wspomnieć to, co dzieje się na zagranicznej scenie muzycznej – fenomen Duy Lipy, o której mówi cały świat, czy The Weeknd. Mam jednak wrażenie, że i tak na polskiej scenie muzycznej ten cały nurt nostalgiczny zaczął się trochę wcześniej. Weźmy chociaż The Dumplings czy Darię Zawiałow. Zastanawiam się, na ile Pryzmat jest Twoją odpowiedzią na te trendy. Gdyby nie one, to czy Pryzmat brzmiałby trochę inaczej?

Dobre pytanie. Być może brzmiałby trochę inaczej. Aczkolwiek zawsze się śmieję, że tak długo zwlekałam ze zrobieniem płyty, bo czekałam na taki trend, żebym mogła sobie porobić taką muzę, jaką czuję, i później nikt mnie za to nie wyśmiał, a jeszcze powiedział: „o, super! Tak się teraz gra”. Oczywiście żartuję (śmiech).

Nie śledziłam jakoś szczególnie kto, kiedy i co wypuścił, ale muszę przyznać, że bardzo się ucieszyłam, kiedy te brzmienia dawne zaczęły wracać do muzyki. Zrobiła się bardziej melodyjna. Mniej prosta. Pojawiły się bardziej skomplikowane linie basowe. Więcej rytmu. Więcej groove’u. To wszystko muzycznie jest smaczniejsze. Dla mnie jako muzyka o częściowo klasycznym wykształceniu, chociaż to było sto lat temu i nieprawda, jest to ważne i czuję się dobrze z tym, że to wszystko jest ciekawsze niż było jeszcze powiedzmy 10 lat temu.

Gdybyśmy jednak chcieli zaszufladkować jakoś Twoją płytę i przy okazji mieli wskazać ten trzeci element spajający EP, to powiedziałbym, że Pryzmat jest bardzo dobrym popowym graniem. Boisz się takiej popowej szufladki?

Absolutnie nie. Sama o sobie mówię, że jestem wokali… przepraszam, piosenkarką popową (śmiech). Tak jest, nie oszukam siebie samej. Przez dłuższy czas próbowałam odnaleźć siebie w może nieco bardziej alternatywnych formach muzycznych, bo wydawało mi się, że by być pełnowartościowym artystą, to trzeba zaglądać w takie obszary. Guzik prawda. By być pełnowartościowym artystą to trzeba się przede wszystkim w pełni ze swoją sztuką zgadzać, czuć ją całym sobą i zawsze za nią obstawać. A ja zawsze lubiłam pop.

Jestem z tych ludzi, których ulubione piosenki na płycie to zawsze są single. Po prostu wychowałam się na popie. Na *NSYNC, Britney Spears, później Black Eyed Peas czy P!nk. To wszyscy to są popowi artyści, którzy grają czy grali oczywiście różną muzę. Albo druga płyta Eminema. Te single były mocno popowe z absurdalnymi prześmiewczymi historiami w teledyskach. Jako dziecko słuchałam ich wszystkich i dla mnie nie było żadnej różnicy, że to są inne gatunki czy szufladki. To były po prostu super gwiazdy, które robiły super muzę. Chodziłam po domu, śpiewałam sobie i też tak chciałam – robić muzę totalnie wpadającą w ucho.

Gdybyś miała wskazać swój ulubiony utwór z płyty? Oczywiście na chwilę obecną, bo to pewnie rzecz zmienna.

Myślę, że obecnie jest to Vegas. Może dlatego, że jest najnowsze i najmniej się osłuchałam z tą piosenką. Muszę też przyznać, że na nowo w moim serduszku zagościł Pryzmat. Jeżeli mogę wskazać dwie, to wskażę dwie.

We wskazanym Pryzmacie śpiewasz: „jej blask, kusi nas oglądany przez pryzmat”. Mówiłaś o marzeniu. Ja, sugerując się właśnie refrenem, pomyślałem o popularności i sukcesie. Pop jest gatunkiem, w którym sporo mówi się o sławie. Czy jako piosenkarka popowa marzysz o sukcesie komercyjnym?

To trudniejsze pytanie niż mogłoby się wydawać. Bo z jednej strony, tak. Staram się robić wszystko, żeby moja muzyka dotarła do jak największego grona słuchaczy, a to też równa się rozpoznawalności i jedno bez drugiego nie istnieje. Jeżeli chcesz zapełniać koncerty czy grać na dużych festiwalach i zobaczyć pod sceną morze głów, to jednak musisz być rozpoznawalnym artystą. Z drugiej strony, jestem osobą, która ceni sobie prywatność i spokój na co dzień. Ciężko jest mi sobie nawet wyobrazić, jakby to było, gdybym nie mogła wyjść do sklepu. Może da się to połączyć. Może trzeba być bardzo sławnym i mieszkać bardzo na odludziu? (śmiech)

Sławy i popularności Ci oczywiście życzę, ale chyba najważniejsze, żeby odbywała się ona na Twoich własnych zasadach.

To jest fajne, co powiedziałeś. Dążę do tego, żeby moja muzyka była mocno rozpoznawalna i żeby to się odbywało na moich zasadach. To byłaby sytuacja idealna.

No to jak mówimy już o rozpoznawalności, to nie mogę nie zapytać o plany. Dostaliśmy EP-kę. Czy są plany na album długogrający?

Oczywiście, że tak. Album długogrający, a potem kolejne. Dopóki nie obudzę się pewnego dnia i nie stwierdzę, że chce się zajmować czymś innym, to myślę, że konsekwentnie przez najbliższe lata będę robiła muzę. Przynajmniej tak mi się wydaję. Plany na longplay są. Nie mogę powiedzieć jeszcze kiedy dokładnie się pojawi, ale tak naprawdę już po zakończeniu prac nad EP-ką, zaczęły rozgrywać się pomiędzy mną a Jorgenem, który współprodukował Pryzmat, rozmowy o tym, co robimy dalej.

Możesz już zdradzić jakieś pierwsze pomysły? Czy nie lubisz spoilerów?

Nie lubię spoilerów, ale nie dlatego, że chciałbym wszystkich trzymać w wielkiej niepewności, tylko czasami życie weryfikuje pewne rzeczy i plany się zmieniają, często niezależnie od nas. Na chwilę obecną chciałabym, żeby to była po prostu energiczna, taneczna płyta. Chciałabym, żeby ludzie się przy niej świetnie bawili. Już niezależnie od tego, o jakie gatunki będzie to zahaczać i co to konkretnie będzie za muza, czy o czym będą piosenki.

Na koniec pytanie-tradycja. Czytelnicy i obserwatorzy mojego bloga poszukują kulturalnych inspiracji. Gdybyś miała ich zainspirować do sprawdzenia czegoś, co ostatnio Cię ujęło, to co by to było?

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie ostatnio dwie postaci. Pierwsza jest postacią polską, druga zagraniczną. Od której zacząć?

Może być od polskiej, żeby zostać tak na polskim podwórku.

Bardzo czekam na płytę Ofelii. Podoba mi się ta muza. To wszystko jest znakomicie zrobione. Pięknie prowadzone melodie. Fajne teksty. Lekkie i bez napięcia. Apeluję do stacji radiowych, żeby się opamiętały i zaczęły to grać, bo numery są po prostu świetne. Zakochana w bicie (Miranda) jest na mojej stałej imprezowej playliście i nie ma już imprezy bez tej piosenki. 

Równie mocno czekam na album szwedzkiej wokalistki Agnes. Wszyscy Agnes dobrze znają, choćby z piosenki Release Me. To, co ona robi teraz, jest całkowicie inne od tego, co robiła wcześniej. To wciąż jest pop, tylko o totalnie innym zabarwieniu. I to jest tak dobre! Po prostu nie wiem, co mam zrobić z całym swoim ciałem, bo jak tego słucham, to od razu chce mi się tańczyć. Piosenka Fingers Crossed – puszczałam to dzisiaj chyba z 15 razy na chacie. Ta piosenka świetnie pokazuje jej drogę. Trzeba mieć jako wokalistka, zresztą bardzo ładna, trochę dystansu do siebie i odwagi, żeby w teledysku dokleić sobie monobrew i udawać guru sekty z lat 70. Za ten dystans i lekkość w tej muzyce bardzo ją podziwiam. Słucham tych piosenek i czuje je całą sobą.

Te dwie postaci mogę czytelnikom bardzo gorąco polecić.

Dzięki za rozmowę!



Polub bloga na Facebooku