20 najlepszych płyt 2019 roku

Już początek 2020 roku, ale warto jeszcze na moment wrócić wspomnieniami do roku zeszłego. A to dlatego, że w kulturze działo się bardzo dużo dobrego. Po rankingu 50 najlepszych piosenek, czas przyjrzeć się najlepszym albumom. Które zachwyciły mnie najbardziej? Oto dwudziestka najlepszych!

A jakie są najlepsze płyty 2019 roku według Was?

20. sanah – ja na imię niewidzialna mam EP

Październik przyniósł debiutancką EP-kę sanah ja na imię niewidzialna mam, która sprawiła, że młoda artystka rozkochała w swojej muzyce tysiące Polaków. To bezsprzecznie jakościowy pop (którego na rodzimej scenie wciąż wyczuwamy mały niedosyt), mieszający się z nutą alternatywnego brzmienia. Moim faworytem są wspaniałe Koronki, ale też ciężko wyrzucić z pamięci Proszę Pana czy piękną balladę Idź. Przedwczoraj sanah zaprezentowała singiel Szampan, który zwiastuje jej debiutancki album. RECENZJA EP-ki

19. Kilo Kish – Redux EP

Kolejna EP-ka w zestawieniu. Kilo Kish to artystka wciąż niezbyt znana polskiej publiczności. Kilka lat temu stworzyła świetny duet z Chetem Fakerem, potem wydała dość ciekawy debiutancki album, później zaprezentowała krótkie wydawnictwo mothe, zaś koniec 2019 roku przyniósł jej REDUX EP. Podoba mi się kierunek, w którym zmierza Kilo Kish. Już nie jest tak eksperymentalnie jak na debiucie, ale to wciąż świetna muzyka elektroniczna, tyle że nieco przystępniejsza. Uwielbiam BITE ME, ale świetnie też słucha się przebojowego NICE OUT czy najciekawszego muzycznie OVER NOW.

18. Billie Eilish – When We Go Fall Asleep, Where do We Go?

Billie Eilish znalazła się w tym roku na szczycie. Wszystko za sprawą świetnego albumu Where We Go Fall Asleep, Where Do We Go?, który sprawił, że artystka stała się idolką milionów młodych ludzi na całym świecie. Mimo dość spójnej stylistyki, każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie, bo choć wszystko jest utrzymane w jednym klimacie, jednocześnie brzmieniowo bywa zupełnie różne. Może nie jestem aż tak wielkim fanem jak niektórzy (a to być może efekt przesytu tym albumem, który towarzyszy mi przez ostatnich kilka miesięcy), ale ciężko go nie docenić. Wciąż moim faworytem jest you should see me in a crown.

17. Arek Kłusowski – Po tamtej stronie

To bardzo wypracowany debiut. Droga do niego była długa, bo tak na dobre zaczęła się w The Voice of Poland już w 2013 roku. Warto było czekać. Zresztą słychać na tym albumie doświadczenie i kierunek, których nie wypracowuje się „na już”. Mainstreamowe popowe brzmienie łączy się tutaj z przystępną alternatywą, tkwiąca przede wszystkim w wyjątkowym wokalu Kłusowskiego, w którym zachwycam się przede wszystkim barwą, ale też wyważeniem. Poza genialnym Szukam, warto zwrócić również uwagę na zadziorny Rocznik 92 i Odejdź, które powinno królować na listach przebojów.

16. Pola Chobot & Adam Baran – Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży?

We wrześniu 2017 roku ukazała się ich EP-ka Brudno. Dołączyli do artystów Fonobo Label, zagrali na festiwalu Sziget, a w listopadzie zaprezentowali Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży?. Wzbudzają moją ciekawość. Bardzo. Przede wszystkim przez to, że nie sposób ich zaszufladkować, bo wyłamują się gatunkowi, a jednocześnie są w swojej twórczości naprawdę spójni. Z ich debiutu uwielbiam Mży, które znalazło się wśród najlepszych piosenek tego roku, ale również znakomity Wstyd czy Listopady. Wybierzcie się też koniecznie na koncert, bo są niesamowici! RECENZJA

15. Bishop Briggs – Champion

Po bardzo dobrym debiutanckim albumie, który trochę nie sprostał moim wygórowanym oczekiwaniom, Bishop Briggs prezentuje drugiego Championa. Mistrzostwa ostatecznie nie osiąga, ale to bezsprzecznie bardzo dobry album, na którym królują stadionowy tytułowy singiel, intrygujące bujającym refrenem i organowym wstępem Jekyll&Hide oraz Wild, które jest romansem z debiutanckim albumem. Zresztą Briggs szczególnie nie zaskakuje, bazuje na poprzedniku, ale robi to w świetnym stylu. Czekam na koncert na jakimś dużym festiwalu muzycznym w Polsce. RECENZJA

14. Król – Niemiarkowania

Wydane w pechowy piątek trzynastego, Nieumiarkowania na pewno nie są pechowe. To w końcu rewelacyjny, bardzo spójny album, po przesłuchaniu którego chciałoby się więcej i więcej. Wrzesień jest miesiącem schyłkowym – powoli zapominamy o wakacyjnej promienności, a jesienna melancholia delikatnie puka do naszego życia. Nieumiarkowania idealnie odpowiedziały na ten moment. Brzmieniowo otrzymaliśmy dawkę muzyki, do której możemy się nieśmiało poruszać (lub potupać nóżką, jak kto woli), a jednocześnie Król wysyła w naszą stronę dawkę pełnych emocji tekstów. Uwielbiam najbardziej Drugą pomoc i Głodne dusze. RECENZJA

13. Ariana Grande – thank you, next

Czas na najbardziej mainstreamowy album w całym tym zestawieniu. Po ubiegłorocznym dużym rozczarowaniu w postaci albumu Sweetener, nie musieliśmy długo czekać, a Ariana Grande pół roku później zaprezentowała kolejny album thank you, next. Zdawałoby się, że wyprodukowany taśmowo, jest moim ulubionym tegorocznym albumem od wielkiej gwiazdy światowego formatu. Wciąż zachwyca wspaniałe imagine otwierające album, ciężko nie bujać się do wielkiego hitu 7 rings, ale również zachwycają mniej lub bardziej śmiałe romanse z r&b przy okazji bad idea czy NASA. Dużo w tym roku słuchałem Ariany, oj dużo!

12. Mery Spolsky – Dekalog Spolsky

Wszystko tutaj zagrało. Muzyka. Teksty. Rymy. Nietuzinkowa osobowość Mery Spolsky. Ale też świetna produkcja. Uwielbiam power Mazowieckiej Kiecki, zupełnie przepadłem w świetnie napisanej Bigotce, nie wspominając już o Sorry from the mountain. Wszystkie bangery na Dekalogu Spolsky są wręcz bezbłędne. Zaskakuje też ta znacznie spokojniejsza odsłona Mery. Mam tutaj na myśli zarówno klimatyczną Kosmiczną dziewczynę, jak i osobistą Szafę Meryspolsky. Artystka założyła bordową aureolę, ale nie dajcie się zmylić! RECENZJA

11. Ralph Kaminski – Młodość

Po pierwszym przesłuchaniu Młodości, myślałem, że mamy do czynienia z płytą roku. Odłożyłem ją na kilka dni i wróciłem z nieco chłodniejszym spojrzeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że to świetny album, który jest godnym następcą rewelacyjnego debiutanckiego Morza. Młodość to głównie emocje. Czy to w otwierającym album Zielonym samochodzie, czy popowych Autobusach, czy bardzo ciepłym 2009. Chociaż wciąż najważniejszy jest tutaj blond Ralph z pomalowanymi paznokciami w białym kostiumie. Artystyczna charyzma na najwyższym poziomie. Faworyt? Tygrysy. RECENZJA

10. Labrinth – Imagination & the Misfit Kid

Pierwszą dziesiątkę otwiera (dla mnie) największa niespodzianka w tym zestawieniu. Chociażby dlatego, że nigdy jakoś szczególnie nie śledziłem kariery Labrintha, docierając najczęściej do jego singlowych utworów. Imagination & the Misfit Kid zaskoczyło mnie przede wszystkim przebojowością, świetną produkcją, ale też niespodziewanym luzem, w którym przepadłem właściwie od samego początku. Ulubione na albumie? Na pewno duet z Zendayą z serialu Euforia, zarażający pozytywną energią Sexy MF, ale też Dotted Line / Juju Man. Wychodzi też na to, że to moja ulubiona płyta od mężczyzny, bo dalej już będą same kobiety.

9. Sigrid – Sucker Punch

Po dwóch świetnych EP-kach, które przyniosły Sigrid międzynarodowy rozgłos, Norweżka zaprezentowała swój debiutancki album. Ci, którzy obdarzyli artystkę sympatią za krótkie wydawnictwa, byli jak najbardziej usatysfakcjonowani. Sucker Punch to album pełen dziewczęcości i uroku, którego mogliśmy się po Sigrid spodziewać, i którego od Sigrid bardzo oczekiwaliśmy. To bardzo udane podsumowanie dotychczasowej drogi artystki – pięknej Norweżki o potężnym i intrygującym głosie, która zamiast statusu międzynarodowej gwiazdy, woli być naszą najlepszą śpiewającą koleżanką. Fajnie jest mieć taką Sigrid. Ulubieńcy? Mine Right Now z najlepszym teledyskiem tego roku, singlowe Don’t Feel Like Crying oraz Sight Of You.

8. Ofelia – Ofelia

To najlepsza debiutancka płyta tego roku, na której odnajdziemy jednocześnie energię i spokój. Ofelii udaje się wykreować niepowtarzalną atmosferę już od samego Intro, które „jest najpiękniejszym początkiem wśród wszystkich początków tegorocznych płyt”. Później jest już tylko intensywniej i bardziej emocjonalnie. Ofelia w wielkim stylu wkracza na polską scenę muzyczną, dostarczając zadziorności, ale też mnóstwo pięknej wrażliwości. Najlepsze na albumie? Singlowe Zaraz oraz Tu, znana już przed kilkoma laty Ćma oraz wspaniały Meteoryt. RECENZJA

7. Margaret – Gaja Hornby

Po serii sporych przebojów, które królowały nie tylko na polskich listach przebojów, odnosząc sukcesy chociażby w Szwecji, Margaret zrobiła niemały zwrot w swojej karierze. Po raz pierwszy postanowiła wypowiedzieć się muzycznie po polsku, oddając w ręce słuchaczy bardziej osobisty, „własny” album Gaja Hornby. Przepadłem zupełnie w tym urban popie, w którym wszystko zdaje się wypowiedziane wprost. Zawsze lubiłem Margaret, ale Gaję Hornby to już w ogóle pokochałem. Ulubione? Tytułowy singiel, świetnie wyprodukowane i napisane Błyski fleszy, plotki ścianki, wakacyjne Serce baila i zamykające całość Światło. Życzę też Margaret zasłużonego odpoczynku podczas ogłoszonej przerwy i jednocześnie czekam na więcej!

6. Lana del Rey – Norman Fucking Rockwell!

Od czasu debiutanckiego albumu Lany Born to Die, który był dotychczas jej najlepszym albumem w karierze i – nieśmiało dodam – według mnie jedynym w pełni udanym, minęło kilka dobrych lat. Następcy raczej mnie rozczarowywali i nic nie wskazywało na to, że w przypadku Nomran Fucking Rockwell! miałoby być inaczej. Jednak było. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najlepsza Lana del Rey, jaką mieliśmy przyjemność usłyszeć. Zachwycająca balladami jak chociażby w hope is a dangerous thing…, porywająca bardziej wyrazistymi Fuck it I love you czy Doin’ Time, nieustannie czarująca klimatem. Lana del Rey sprawiła mi wielką niespodziankę tym albumem. Piękno!

5. Daria Zawiałow – Helsinki

Już pod koniec 2018 roku, artystka zaprezentowała pierwszy singiel Nie dobiję się do Ciebie, w którym znacznie odważniej sięgnęła po elektronikę, romansując z dźwiękami z końca ubiegłego wieku. Efekt był oszałamiający. Podobnie jest z samymi Helsinkami. To album pod wieloma względami wyjątkowy. Niezwykle różnorodny, w którym słychać hybrydy gitar i syntezatorów (w Szarówce czy najlepszym Gdybyś miała serce), znacznie mocniejsze granie (Punk Fu!), ale też echa debiutanckiego A Kysz! (chociażby Saloniki czy Hej Hej!, które okazało się wielkim przebojem). Od czasu premiery płyty moim marzeniem jest posłuchać Helsinek Darii Zawiałow właśnie w chłodnych fińskich Helsinkach. Wspaniały album!

4. Natalia Nykiel – ORIGO EP

Natalia Nykiel bez uprzedzenia wydała ORIGO EP – jej pierwsze międzynarodowe wydawnictwo, na którym dzieje się naprawdę dużo. Choć wszystko spaja kluczowe dla artystki electro, słyszymy również Paramore i gitary w singlowym Volcano, folk w wykończonym przez Rodzinny Zespół Śpiewaczy z Rakowicz I’m Not For You oraz soul i Daley’a w balladzie Find Me. Różnorodność, która łączy się jednocześnie z modnym brzmieniem i coraz większą charyzmą samej Natalii Nykiel. Czuć tutaj nutkę szaleństwa, która nie wszystkich może zadowolić. Mnie zaś podekscytowała. Nie mogę się doczekać nadchodzącej trasy, a krótkie wydawnictwo Natalii Nykiel – obok „piątej” Darii Zawiałow – to najlepsza rzecz, jaką mogliśmy w tym roku usłyszeć od polskiego artysty. RECENZJA

3. BANKS – III

Podium otwiera płyta, której szczerze spodziewałem się na miejscu pierwszym. W końcu BANKS to moja ulubiona artystka, odnosząc się do tytułu debiutanckiego albumu prawdziwa goddess. Przed trzema laty zaprezentowała znakomity The Altar. 2019 rok to powrót z płytą III, która pod względem brzmienia jest bardziej surowa i jeszcze zimniejsza. To przede wszystkim bardzo mocne Gimme (najlepsza piosenka roku), chłodna Alaska, gorące Hawaiian Mazes, brudne Stroke i piękne Contaminated. Ale nie tylko. Osobiście jako wielki fan, po wychwalanym pod niebiosa The Altar, byłem delikatnie rozczarowany. Ale wciąż uwielbiam. #teamTheAltar

2. Aurora – A Different Kind of Human

Tegoroczne nagromadzenie Aurory w moim muzycznym życiu jest wielkie. Najpierw na nowo odkryłem jej Infections Of Different Kind – Step 1 z 2018 roku, z którym pierwotnie nie do końca było mi po drodze. Później obejrzałem wspaniały dokument Była sobie Aurora, który jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie widziałem w tym roku. Następnie otrzymałem ten album, by później przeżyć jej koncert podczas Krakow Live Festival. I zupełnie przepadłem w świecie Aurory, pełnym wrażliwości i jednoczesnej pewności siebie. To niesamowita dziewczyna, prawdziwa artystka, która kieruje się przede wszystkim emocjami. Czuć to na albumie. Najbardziej lubię In Bottles oraz Daydreamer, ale ciężko uciec od Apple Tree oraz Dance On The Moon. Generalnie same wspaniałości!

1. FKA Twigs – MAGDALENE

Zawsze doceniałem twórczość FKA Twigs, a już w szczególności EP-kę M3LL155X, ale nigdy nie byłem jej zagorzałym słuchaczem. Wielki powrót artystki za sprawą albumu MAGDALENE zmiótł mnie z powierzchni. Zrzucił na kolana. FKA Twigs dostarcza płytę kompletną, której nie warto dzielić na poszczególne utwory. Należy jej słuchać jako spójną doskonałą całość. Jest emocjonalnie. Momentami bywa bardzo minimalistycznie. Wciąż jest równie zachwycająco. W życiu nie spodziewałem się, że to będzie mój album 2019 roku!