10 najlepszych filmów 2020 roku

Do końca rocznych podsumowań pozostały już tylko filmy, a jak wiemy dla kina był to rok wyjątkowo przedziwny. Niektóre premiery przesuwały się w nieskończoność, inne nie odbyły się wcale, a kolejne pojawiły się od razu w serwisach streamingowych. Wybór tym razem nie należał do najtrudniejszych. Chyba, że trudnym nazwiemy skompletowanie topki. Niemniej, smutne żarty na bok. Oto 10 najlepszych filmów 2020 roku.

W rankingu pojawiły się filmy, których premiera kinowa bądź streamingowa odbyła się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy.  

10. Sala samobójców. Hejter
reż. Jan Komasa

Dziesiątkę otwiera jedna z głośniejszych polskich premier tego roku – Sala samobójców. Hejter. Komasa bardzo skutecznie trzyma nas blisko swojego filmu oraz przede wszystkim głównego bohatera. W mgnieniu oka wnikamy w podwójne życie Tomasza, który jednocześnie jest życzliwym młodym mężczyzną oraz bezlitosnym potworem pracującym „w internetach”. Jest to prawdziwa gra, w której nie do końca wiadomo, która z jego twarzy jest tą autentyczną. A może każda jest najzwyklejszym fałszem? Napięcie, również to fabularne, udaje się utrzymać, choć nieco ucieka ono Komasie spod kontroli, szczególnie w najważniejszym momencie filmu. Przeskok wywołuje pytania, które znowu podkopują wiarygodność Hejtera. Najbardziej zostaje ona jednak podana w wątpliwość dopiero po seansie, kiedy przestajemy na gorąco chłonąć film i możemy sobie pozwolić na jego chłodną analizę. I to chyba najlepiej pokazuje, jak bardzo film Komasy jest angażujący. Nie bez wad, ale zasłużył na tegoroczną pierwszą dziesiątkę najlepszych! RECENZJA

Obejrzyj na: Player, Chili, Ipla, Rakuten, Vod.pl, Play Now, Canal+

9. Babyteeth
reż. Shannon Murphy

Gdyby miał w skrócie opisać debiut filmowy Shannon Murphy, powiedziałbym, że to bardzo dobre kino coming of age, które niby czerpie ze schematów, ale jest przy tym bardzo charakterne. Na nasze nieszczęście, jej Babyteeth dopada nas emocjonalnie szczególnie na końcu. Może nie jest to emocjonalne zwalenie z nóg, przy którym paczka chusteczek będzie niezbędna (choć myślę, że dla niektórych przydatna), ale reżyserce udaje się dotknąć wrażliwości widzów, dorzucając jeszcze na końcu, może potrzebną, może niepotrzebną, według mnie trafną kropkę: prostą, lecz konsekwentnie potęgującą emocje. Babyteeth to kino młodzieżowe, któremu udaje się wyrwać z ram ckliwości na rzecz charakteru i łatwej do wyczucia „niezależności”. Ładny jest to film, po prostu. RECENZJA

8. Witamy w Czeczenii
reż. David France

Witamy w Czeczenii to jedna z najmocniejszych propozycji tegorocznego Festiwalu Millennium Docs Against Gravity. Pokazywany na Berlinale oraz w Sundance dokument to przerażający obraz prześladowań osób homoseksualnych w Czeczenii, których codzienne życie jest nieustanną niewiadomą i jednym wielkim poczuciem zagrożenia. To bardzo ciężki film. Wstrząsający polityką (postać Szefa Republiki Czeczeńskiej, po prostu brak słów), porażający podejściem do osób homoseksualnych nie tylko ludzi, ale często też rodziny (niektóre nagrania „archiwalne” są po prostu… znowu brak słów), niepokojący zamknięciem na drugiego człowieka. Dokument, który obrazuje niewyobrażalne piekło, dziejące się tu i teraz. RECENZJA

Obejrzyj na: HBO GO

7. Nic nie ginie
reż. Kalina Alabrudzińska

Widziałem ten film dwa razy i po obu seansach byłem zachwycony. To kino trafiające w punkt. Delikatne i dosadne. Wydaje mi się też, że przystępne dla widza. Urocze i jednocześnie naprawdę gorzkie, szczególnie po seansie. Kameralne, trafiające do serducha, ładnie zrealizowane. Wspaniałości, których na polskim podwórku ostatnio nie miewaliśmy zbyt wiele. To też bardzo dobre występy młodych aktorów (nie sposób wybrać najlepszego), ale też pełne prawdy spojrzenie debiutującej reżyserki na zagubionych młodych ludzi, którzy „są”. Komedia na smutno w pełnej krasie. RECENZJA

6. Nigdy, rzadko, czasami, zawsze
reż. Eliza Hittman

Film, który zwrócił uwagę widzów i krytyków już na początku 2020 roku w Sundance oraz na Berlinale, wymieniany pośród kandydatów do oscarowej statuetki, Nigdy, rzadko, czasami, zawsze w reżyserii Elizy Hittman ostatecznie nie doczekał się w Polsce kinowej premiery i trafił do serwisów streamingowych. Szkoda, szczególnie, że biorąc pod uwagę poruszane tematy aborcji oraz związanego z nią dylematu, który rodzi się w głowie kobiety (a w przypadku filmu Hittman dziewczyny wkraczającej powoli w etap dorosłości), jest to kino aktualne i wartościowe. Paradoksalnie, choć wokół bohaterki dzieje się dużo, Nigdy, rzadko, czasami, zawsze jest dość kameralne i trzyma się blisko Autumn, której zagubienie i strach widać w oczach. Scena z powtarzającym się tytułem to jeden z najmocniejszych momentów filmowych tego roku.

Obejrzyj na: iTunes, Player, Chili, Canal+

5. Kłamstewko
reż. Lulu Wang

Pierwszą piątkę otwiera pozornie skromny film o stosunkowo dużym ładunku emocjonalnym. Kłamstewko w reżyserii Lulu Wang to nic innego jak przeurocza opowieść o tytułowym kłamstewku, pod którym skrywa się troska o najbliższych, często niewypowiedziana miłość, ale też nieumiejętność doceniania chwil, które z pozoru są jedynie błahymi wspólnymi momentami. Wspaniała na pierwszym planie jak Awkwafina, która zgarnęła za pierwszoplanową kreację Złotego Globa, ale ekran non stop kradnie filmowa babcia – przecudowna w swojej energii, babciująca na każdym możliwym kroku. Żaden film w tym roku nie zrobił mi tak ciepło na serduszku. 

Obejrzyj na: iTunes, HBO GO, Chili, Ipla, Rakuten, Vod.pl, Play Now

4. Sekretna miłość
reż. Chris Bolan

Jeden z bardziej niejednoznacznych wyborów tegorocznego zestawienia, ponieważ na czwartym miejscu mamy do czynienia z dokumentem Netflixa, który przeszedł przez platformę niemal niezauważony. To historia Pat Henschel oraz Terry Donahue, które przez lata ukrywały swoją miłość przed najbliższymi, bojąc się osądu i odrzucenia. Dochodzą jednak do tego etapu życia, w którym ich wzajemna troska nie jest wystarczająca, a same potrzebują dodatkowej opieki. Film skupia się na ostatnich latach wspólnego życia kobiet, które – wbrew stażu – są kolejnymi chwilami ścierania się i dochodzenia do kompromisów. Zwieńczenie tej miłości jest przepiękne. Najlepsze podsumowanie poziomu wzruszenia? Płakłem.

Obejrzyj na: Netflix

3. Niedosyt
reż. Carlo Mirabella-Davis

Podium otwiera jeden z najbardziej intrygujących filmów tego roku. Z jednej strony, niepokojący niczym rasowy horror. Z drugiej zaś, angażujący dramat psychologiczny, może nieszczególnie odkrywczy, ale biorąc pod uwagę specyfikę obsesji, którą jest połykanie przedmiotów, dający poczucie kinowej świeżości. Całość skąpana jest w wizualnej perfekcji (kadry Katelin Arizmendi są skomponowane niemal od linijki), a jej dopełnieniem jest fenomenalna na pierwszym planie Haley Bennett, jednocześnie delikatna i przeszywająca. Niedosyt to też znienawidzona przeze mnie figura męża głównej bohaterki, którego postawa przyprawia mnie do dzisiaj o ciarki. Żałuję, że nie dotarłem na ten film do kina. 

Obejrzyj na: Player, Canal+, Moje ekino

2. Ema
reż. Pablo Larraín

Na studiach kulturoznawczych mówiło się, że życie to teatr. Larraín jest fajniejszy i mówi, że życie to choreografia. W tym pierwszym performujemy siebie, odgrywamy role, przyjmujemy nasze życiowe maski, albo odgrywamy to, co zaplanował nam będący ponad nami reżyser. U chilijskiego reżysera jest inaczej. Aż chciałoby się powiedzieć: „jak se zatańczysz, tak se masz”. Nikt też twojej własnej choreografii za Ciebie nie wykona. Stąd w tym filmie mnóstwo skrajności. Myślę, że jeżeli ktoś ich nie lubi, w Emie może się nie odnaleźć. Jeżeli zaś kochacie emocjonalne lawirowanie i gwałtowne nastrojowe przeskoki, przepadniecie w choreografii Emy, nawet jeżeli nie będzie się Wam ona moralnie podobać. Intrygujące kino, dziwaczne, wyzywające, cholernie… nie, piekielnie dobre! RECENZJA

Obejrzyj na: Kino Pod Baranami, Moje ekino, Player, Cineman, Vod.pl, Canal+

1. A potem tańczyliśmy
reż. Levan Akin

Film roku mógł być tylko jeden. Pamiętam ten moment, kiedy opuściłem mury Kinoteki i bez przerwy powtarzałem „no piękny film”. Z perspektywy czasu, po re-watchu, powiem, że przepiękny. A potem tańczyliśmy z jednej strony jest klasycznym gejowskim melodramatem, skrojonym niemal na miarę. Ten melodramatyczny schemat Levan Akin wykorzystuje do czegoś więcej i tutaj będzie to „z drugiej strony”. To film o wspaniałym uczuciu, ale też (a może przede wszystkim?) historia chłopaka, który wychodzi naprzeciw gruzińskiej opresyjnej kulturze, w której model męskości jest określony ścisłymi ramami. I robi to w sposób cudowny. Nie będę już wspominał o tym, że przez cały film odczuwamy w brzuchu motyle głównego bohatera, a taniec gruziński wyniesiony tutaj na znacznie wyższy poziom jest fascynujący w swojej wyjątkowości zarówno muzycznej, jak i ruchowej. A potem tańczyliśmy to film od początku do końca idealny, w którym zadurzyłem się bez pamięci.

Zróbmy coś z opresyjnością kultury. Nie wiem co, ale zróbmy.

Obejrzyj na: Outfilm, Kino pod Baranami, Moje ekino, Cineman, Canal+

Jakie są Wasze ulubione filmy 2020 roku?



Polub bloga na Facebooku