10 najlepszych filmów 2019 roku

Czas najwyższy zakończyć podsumowania i zamknąć na dobre 2019 rok. Przedstawiłem najlepsze teledyski, piosenki oraz płyty. Dzisiaj (w końcu!) przyszedł czas na filmy, które zrobiły na mnie największe wrażenie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Kto okazał się tym najlepszym?

WYRÓŻNIENI
Green Book
(Nie)znajomi
Ból i Blask
Midsommar. W biały dzień
Irlandczyk

Gdzieś tutaj pewnie namieszałaby Historia małżeńska oraz Kafarnaum, ale niestety z natłoku obowiązków nie zdążyłem ich nadrobić, a bardzo chciałem już domknąć podsumowania. Proszę o zrozumienie i z ręką na serduszku przyrzekam, że nadrobię!

10. Le Mans ‘66
reż. James Mangold

Le Mans ‘66 to trochę taka mała niespodzianka już na otwarcie zestawienia. A to dlatego, że gatunek dramat sportowy zniechęca mnie do siebie dość skutecznie. Prędkość. Spojrzenia kierowców. Warczące silniki. To wszystko tutaj niesamowicie gra. Wyścigi ogląda się z zapartym tchem i niemalejącą ekscytacją. Wisi też nad nimi ciągłe poczucie niebezpieczeństwa. Na zasadzie „dojedzie do mety, czy nie?”. Ruszamy w ten filmowy pęd, jesteśmy zafascynowani i jednocześnie się boimy. Najbardziej angażujące jest jednak ostatnie 40 minut – tytułowy wyścig Le Mans – który jest mistrzowsko rozegrany. Fenomenalni Bale i Damon. RECENZJA

9. Parasite
reż. Bong Joon-ho

W Parasite liczy się przede wszystkim opowiadanie i szybkie tempo, które od samego początku narzuca nam Bong Joon‑ho. Tempo, w którym zupełnie przepadłem. Bardzo lubię ten obraz, bo ostatnio rzadko tego typu filmy potrafią mnie utrzymać na dłużej w swoich ryzach. Wciąż jednak odczytuje Parasite bardziej jako kapitalne artystyczne kino rozrywkowe, na które czekałem i wszyscy czekaliśmy od dłuższego czasu. Podejmuje istotny temat i jednocześnie rozczula swoją absurdalnością (w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście). Ta absurdalność to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie czekały na nas w tym roku w kinie. RECENZJA

8. Faworyta
reż. Yorgos Lanthimos

Yorgos Lanthimos Faworytą robi dość duży krok w stronę kina mainstreamowego. Po raz pierwszy nie korzysta z własnego scenariusza, nie tracąc przy tym niepokojącego klimatu. Tworzy kino znacznie przystępniejsze, będące równie podniosłym doświadczeniem, zapierającym dech potężnymi dźwiękami, podobnymi do tych z poprzedniego Zabicia świętego jelenia. Faworyta jest nie tylko wizualnie magnetyzująca, ale również aktorsko niepowtarzalna. Olivia Coleman jest nie do poznania, fenomenalnie szarżując w roli skrzywdzonej, doświadczonej, ale i rozkapryszonej głowy kraju. Rachel Weisz zaś przeszywa mroźnym wzrokiem, a Emma Stone fascynuje dziewczęcością połączoną z bezwzględnością.

7. Portret kobiety w ogniu
reż. Céline Sciamma

Punktem wyjścia dla tego filmu jest dzieło sztuki. Uczennica przynosi do pracowni głównej bohaterki ponury obraz, którego obecność ewidentnie ją rozstraja. Scena sygnalizuje nam to, z czym będziemy mieli do czynienia. Film Céline Sciammy jest tak estetycznie wyważony, że ciężko wyzbyć się wrażenia oglądania dwugodzinnego (chcąc, nie chcąc ruchomego) obrazu. Oprócz aspektów estetycznych, Portret kobiety w ogniu jest bardzo intensywnym przedstawieniem rodzącej się fascynacji oraz uczucia. Napięcie, które pojawia się przede wszystkim w spojrzeniach bohaterek, jest wspaniałe. Podobne jak obie aktorki, Noémie Merlant i Adèle Haenel, które dostarczają równie wiele i równie mocno. RECENZJA

6. Boże Ciało
reż. Jan Komasa

Uważam, że Boże Ciało nie jest filmem idealnym. Świetnie opowiada. Rewelacyjnie wygląda. Skłania do refleksji. Jest genialnie zagrane przez Bartosza Bielenię i występującą na drugim planie Aleksandrę Konieczną, ale też Elizę Rycembel czy Łukasza Simlata. Ostatecznie zabrakło mi intensywności w samym finale. Nie potrafię się jednak zdystansować do tego obrazu, odczytując film Komasy personalnie, ponieważ nikt tak świetnie nie opowiadał w polskim kinie o wierzeniu. Dlatego też ten film jest niewyobrażalnie świeży i bardzo potrzebny. RECENZJA

5. Monument
reż. Jagoda Szelc

Szczyt pośród najlepszych polskich filmów tego roku oddaję Jagodzie Szelc. Jej drugi film – następca głośnej Wieży. Jasny dzieńMonument to doświadczenie. Sama reżyserka mówi, że dzieła nie trzeba rozumieć. W tym kontekście ważniejsze jest przeżywanie. Monument przeżywa się całym sobą. Przenika się w jego wnętrze, nienamacalnie czuje się jego gęstość, chłonie się to przedziwne miejsce pełne różnorodnych postaci (ileż dobrych młodych ról!). Aż strach pomyśleć, co Jagoda Szelc zaprezentuje w kolejnym filmie, a kto jeszcze Monumentu nie widział, niech szybko to zmieni. Wielkie przeżycie!

4. Joker
reż. Todd Philips

Joker dostarcza wielkich emocji. Wielkich! Podczas seansu jest to wgniatający w fotel niepokój, który nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Pod koniec byłem już bardziej przerażony. Po filmie czułem się zmęczony, ale to jest „to” zmęczenie, którego wymagam od fenomenalnego kina. Tak, to jest fenomenalne kino. Myślę, kiedy ostatnio widziałem tak angażujący mnie film spod znaku kina superbohaterskiego. Był to chyba Mroczny Rycerz powstaje Nolana. Dość dawno, prawda? Joaquin Phoenix to istna perfekcja. Podobnie jak znakomita muzyka Hildur Guðnadóttir, której życzę pierwszego Oscara za muzykę dla kompozytorki. RECENZJA

3. Vox Lux
reż. Brady Corbet

Brady Corbet dzieli swój film na rozdziały. Pierwszy – preludium – podnosi tak wysoko poziom, że kolejne nie są w stanie go w ogóle przeskoczyć. To jednak jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie widziałem od dawna w kinie współczesnym. Nie wspominając o znakomitej czołówce, która jest prawdziwym wizualnym sztosem. Sam film nie jest stricte o gwieździe popu, a bardziej o naszej płytkiej kulturze – manipulacji, stylizacji, masce. Fenomenalna jest Natalie Portman w rol uciśnionego i zamaskowanego muzycznego produktu, ale też Raffey Cassidy, która w ubiegłym roku zagrała w nowym filmie Szumowskiej. Niedoskonały, ale przez to reżyserskie przeszarżowanie zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Jeżeli ktoś odnajduje się w świecie popu, odnajdzie się też w Vox Lux jak nigdzie indziej.

2. Girl
reż. Lukas Dhont

To mój ulubiony tegoroczny debiut i chyba też ulubiony debiutant, który nie tylko zachwycił filmem, ale też teledyskiem do Please to Devon (10 miejsce wśród najlepszych teledysków). Jego Girl jednocześnie porusza portretem Lary i niepokoi obrazem nietolerancji tolerancyjnego świata. To efekt unikania półśrodków, szczególnie w zakończeniu, a Lukas Dhont, choć odpowiednio delikatny w obrazowaniu rozterek bohaterki, paradoksalnie jest wystarczająco wyrazisty, by problemy nie tylko jej, ale przede wszystkim problemy społeczne dosadnie wybrzmiały. Bardzo wartościowa jest też tutaj nastoletnia perspektywa. Uwielbiam takie debiuty, o których nie sposób zapomnieć.

1. Lighthouse
reż. Robert Eggers

Miejsce dziewiąte pośród najlepszych filmów dekady. Teraz szczyt zestawienia najlepszych filmów 2019 roku. Lighthouse rozpoczyna się mniej lub bardziej spokojnie. Później błądzimy między tym, co jest jedynie wynikiem obłędu, a tym, co faktycznie się wydarzyło. Nie wiemy, co jest prawdą, a co nieprawdą. Nie wiemy też, kto jest tym gorszym – manipulator czy manipulowany. I czy w ogóle potencjalny manipulator, faktycznie jest manipulatorem. Nie wiemy też, czy sami jesteśmy zmanipulowani. Nie wiemy. Niezapomniane kino‑doświadczenie. RECENZJA